Dlaczego nie biorę pod uwagę jakiejkolwiek formy leczenia

„Całą tą nużącą pracę [hodowlaną – przypis tłumacza] – i to powtarzaną tysiącami razy – związaną ze zliczaniem roztoczy na lepkich wkładkach, uśmiercaniem czerwiu płynnym azotem, obserwowaniem pszczół czyszczących się nawzajem i mierzeniem poziomu hormonów czerwiu, będziemy kiedyś wspominać jako wielkie marnotrawienie czasu, kiedy w końcu pozwolimy roztoczom Varroa robić te rzeczy dla nas” – Kirk Webster – “Co powstrzymuje nas przed postępem w dyskusjach i pracy przy pszczołach”

„Często zastanawiałem się, jak opisać to, co naprawdę dzieje się w pasiece, w której od ponad 5 lat nie stosuje się jakiegokolwiek leczenia; gdzie roztocza traktuje się jak przyjaciół i sprzymierzeńców, a produkcja miodu, zyski, zdrowie i radość z prowadzenia pasieki są takie jak w najlepszych czasach w przeszłości. Teraz nie przyszłoby mi do głowy zwalczać roztoczy, nawet gdybym miał na to łatwy i bezpieczny sposób” – Kirk Webster – “Nowy kanon amerykańskiego pszczelarstwa”

Prowadzona obecnie wymiana poglądów zwróciła moją uwagę na to, jak dziś myślę o leczeniu pszczół, a jak myślałem kiedyś. Zdecydowałem więc, że wyjaśnię jak znalazłem się w punkcie, w którym obecnie jestem. Tamte czasy nie zajmują już mojej uwagi, choć są tak naprawdę nieodległe. W 1999 roku, kiedy straciłem całą pasiekę po raz drugi z rzędu, będąc sfrustrowany zastanawiałem się co zrobić, aby pszczoły przeżyły. Od lat nie śledziłem już czasopism pszczelarskich, bo miałem wrażenie, że są one bardziej o nowinkach technicznych niż o pszczołach. Wtedy po prostu miałem pasiekę w ogródku i mieliśmy się tak dobrze, że nawet nie zwróciłem uwagi na to, że pszczoły się zmieniły. Czytaj więcej “Dlaczego nie biorę pod uwagę jakiejkolwiek formy leczenia” →

Zwalczanie roztocza Varroa destructor prowadzi donikąd…

rys. Mariusz “Popszczelony” Uchman

 

Artykuł został opublikowany w listopadowym numerze miesięcznika “Pszczelarstwo” 11/2015

Tutaj dostępny w wersji PDF z miesięcznika.

Zabiegi zwalczania roztocza Varroa destructor uznawane są przez przeważającą większość pszczelarzy za najważniejszy punkt w całym sezonie pszczelarskim, są dla nich absolutnym priorytetem, z roku na rok coraz więcej mówi się i pisze o malejącej skuteczności tych działań. Zamiast zastanowić się nad przyczyną problemu, pszczelarze coraz bardziej dokręcają śrubę chemioterapii. Jednak ostatnie dziesięciolecia niezbicie dowodzą, że droga ta prowadzi donikąd.

Mówiąc o nieskuteczności owych zabiegów leczniczych, podkreśla się fakt nabycia oporności roztocza Varroa destructor na substancje chemiczne. Nie zawsze chodzi tylko o tolerancję pasożyta na podawane toksyny, ale również o pojawianie się innych mechanizmów przystosowawczych związanych ze zmianą trybu życia roztocza. W odpowiedzi na to podaje się coraz więcej toksyn i coraz częściej, a one nie są przecież obojętne ani dla pszczół, ani dla ekosystemu w ulu i poza nim, ani dla jakości produktów pszczelich, które tak chętnie spożywamy. Coraz częściej uznaje się za zasadne podawanie „leków” uwalnianych powoli i działających przez długi czas (np. tzw. pasków czy nasączanych wkładek tekturowych, z których substancje aktywne parują lub roznoszone są przez pszczoły nawet przez kilka tygodni). Metoda ta ma zapewnić obecność toksyny w ulu w chwili, kiedy cykl życiowy roztoczy skłoni je do opuszczenia komórki pszczelej wraz z wygryzającą się młodą pszczołą, w praktyce powodując stałą obecność szkodliwych substancji chemicznych w owadzim domu, gdzie jest miód, wosk, a przede wszystkim pszczoły. Czytaj więcej “Zwalczanie roztocza Varroa destructor prowadzi donikąd…” →