Jaroński | Wolne Pszczoły http://wolnepszczoly.netlify.app Stowarzyszenie Pszczelarstwa Naturalnego Wolne Pszczoły Tue, 23 Jan 2018 16:58:13 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.8.3 Felieton: Wielebniejsi od Wielebnych http://wolnepszczoly.netlify.app/felieton-wielebniejsi-od-wielebnych/ Tue, 23 Jan 2018 16:52:13 +0000 http://wolnepszczoly.netlify.app/?p=1630 Tytuł felietonu odnosi się do sarkastycznego epitetu „Wielebni z Arizony”. Określenia tego użyto wobec grupy propagatorów pszczelarstwa z USA, którego szczególnymi cechami są nieleczenie pasiek środkami parazytobójczymi i biobójczymi. W wąskim rozumieniu takie pszczelarstwo nazwa się w języku angielskim treatment free (a w dyskusjach internetowych używa się skrótu TF). Część jego zwolenników, zwłaszcza hobbystów, łączy […]

The post Felieton: Wielebniejsi od Wielebnych first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Tytuł felietonu odnosi się do sarkastycznego epitetu „Wielebni z Arizony”. Określenia tego użyto wobec grupy propagatorów pszczelarstwa z USA, którego szczególnymi cechami są nieleczenie pasiek środkami parazytobójczymi i biobójczymi. W wąskim rozumieniu takie pszczelarstwo nazwa się w języku angielskim treatment free (a w dyskusjach internetowych używa się skrótu TF). Część jego zwolenników, zwłaszcza hobbystów, łączy go z tzw. pszczelarstwem „naturalnym”, ale nie jest to wcale konieczne ani najbardziej powszechne. Niewątpliwie jednak „Wielebni” mają sukcesy w praktykowaniu pszczelarstwa bez leczenia.

Pszczelarstwo „naturalne” w skrócie PN (z którym to określeniem, przyznam się, nie sympatyzuję), polega w uproszczeniu na tym, że pszczelarz stara się tak prowadzić gospodarkę pasieczną, aby pszczoły żyły w ulach na zasadach chociaż częściowo zbliżonych do występujących w dzikich siedliskach. Pszczoły nie powinny służyć tylko maksymalizacji produkcji miodu, czy innych produktów pszczelich oraz matek, odkładów. Dzieje się to bowiem kosztem utraty pewnej części ich zdrowia, co z kolei wzmaga potrzebę dalszych ingerencji i zwiększania liczby zabiegów leczniczych. Część pszczelarzy „naturalnych” dopuszcza jednak używanie specjalnych leków parazytobójczych i biobójczych w celu ratowania zasiedlonych uli od upadku. Leki te nazywane są organicznymi, pochodzenia „naturalnego”, lub „ekologicznymi”. Nie skupiam się teraz na tym czy wszystkie te określenia są zasadne czy nie.

Wielebny ;)
Wielebny 😉

Gospodarka „naturalna” nigdy nie powinna iść w poprzek dobrostanu pszczół, a jej techniki manipulowania pszczołami powinny być używane tylko do tego stopnia, aby ten dobrostan się nie zmniejszał. Problem powstaje przy próbie ustalenia, gdzie dokładnie kończy się ta część pszczelarska, czyli gospodarska, a zaczyna to, co nazywamy dobrostanem pszczół. Czy pszczoły osadzone celowo w ulach mamy traktować jak całkowicie dzikie stworzenia, czy jednak jak zadomowione lub gospodarskie zwierzęta? Czy jesteśmy odpowiedzialni, za życie pszczół przetrzymywanych w naszych ulach?

Sprawy te w pszczelarstwie TF i PN są subiektywne, kontrowersyjne i zindywidualizowane. Spory dotyczą często zasad dopuszczających granicę manipulowania i ingerowania w pszczoły. Do ich szczególnych przypadków należy ocena motywacji podejmującego działanie pszczelarza. Co innego, jeśli ktoś coś robi, bo „chce”, a co innego, jeżeli „może” lub „musi”. Są to sprawy bardzo niuansowe, bo dotykające osobistych spraw pszczelarza i kwestii zasad ideologicznych. Dwie skrajnie przeciwne postawy dotyczą kwestii agonii zasiedlonych uli. Jedna strona twierdzi, że w imię idei należy pozwalać i biernie się przyglądać, jak upadają zgromadzone na pasiece pszczoły, nawet w 100%. Jest to pewien rodzaj kultu selekcji „naturalnej”. Po przeciwnej, skrajnej stronie tej osi poglądów, uważa się za całkowicie nierozsądne i nieetyczne bierne przyglądanie się upadkowi uli, gdyż pszczelarz jest opiekunem swoich pszczół, które osadził tam celowo. Według tych poglądów jest jakoś odpowiedzialny za podtrzymywanie życia pszczół w ulu. Pomiędzy tymi skrajnościami możemy sobie wyobrazić całe spektrum różnych poglądów. Kwestie te są więc idealną pożywką dla sporów w ramach ideologii PN lub TF.

Zazwyczaj (ale też niekoniecznie) inne zasady postępowania dopuszcza się dla już stabilnej pasieki z pszczołami, na których możemy bez trudu z sukcesem gospodarować wedle zasad PN lub TF. A inne są zasady na etapie dochodzenia do PN czy TF z pszczołami, które nie mają takich zdolności, by temu podołać. W tym drugim przypadku można sobie pozwolić na odstępstwa, zasady są bardziej miękkie, mniej radykalne. Choć przecież i tak nie ma pewności, że w ogóle kiedyś uda się dojść do tej radykalnej wersji, to jednak walka i nadzieja trwa. Czerpiąc informacje od Wielebnych nie należy jednak zapominać, że gdzieś na drugiej półkuli świata, w globalnym przepływie informacji, są ludzie, którzy mogą mieć inne warunki w dochodzeniu do PN i TF. Można wybaczyć znanym propagatorom, że nie zawsze o tym informują. W końcu przecież trudno aby byli idealni. Przedstawiają warunki, jakie znają, prawdopodobnie licząc na rozsądek (lub może jego brak) naśladowców.

Jednym z takich kontrowersyjnych zagadnień jest kwestia podkarmiania pszczół. Można, czy nie można? A jak można, to kiedy i czym? Często dyskusje są gorące. Wedle najbardziej radykalnej strategii nie podkarmiamy w ogóle. Wówczas, jeżeli pszczoły sobie nie mogą nazbierać wystarczająco dużo, to najwyżej muszą głodować, albo nawet przenieść się do „krainy wiecznych pożytków”. Bez względu na to, czy ucierpi na tym interes i emocje pszczelarza. Jeżeli jednak podkarmianie dopuszczamy, to wtedy pojawiają się zagadnienia: kiedy, czym i jak? Pszczoły zbierają wodę, nektar, spadź i pyłek. Z tego produkują dla siebie pokarm pochodzenia zwierzęcego: mleczko, pierzgę i miód. Człowiek podkarmia je też substytutami. Dlaczego? Pierwotna przyczyna jest taka, że są tańsze niż produkty pszczele. Taki jest tego powód zazwyczaj, choć też niekoniecznie. Można by karmić tylko produktami pszczelimi, często kupionymi w sklepie, najczęściej zresztą zabranym pszczołom leczonym akarcycydami, a to przecież pszczelarze PN i TF krytykują. Tu akurat są jednomyślnie zgodni. Czy w zamian możemy karmić jednak substytutami czyli paszami? Sprawy te wzbudzają kontrowersje. Wydaje się, że w tym chaosie możliwości i różnych opinii moglibyśmy błądzić jak dzieci we mgle. Całe szczęście niektórzy z Wielebnych zostawili nam rady, kiedy i jak możemy karmić.

Oto wskazówki od Salomona Parkera. W zasadzie radykalnego pszczelarza TF, który jeździ z wykładami tytułując je: „Pozwólmy im umierać”, mając na myśli pszczoły. Nie mam jednak pewności, czy jest pszczelarzem „naturalnym”, skoro stosuje węzę jako standardową praktykę. W dodatku niekoniecznie ze swojego wosku. Uważa, że strach wśród wielu „naturalnych” przed węzą od pszczół leczonych jest przesadzony. Zresztą też nie przepada za określeniem PN. Salomon Parker jest uczniem najwielebniejszej z Wielebnych, najstarszej stażem, czyli Dee Lusby.

„Karmienie jest ogólnie uważane za “leczenie przeciw głodowi” lub co najmniej nienaturalny sposób wywoływania czegoś u pszczół czego normalnie by nie robiły. Jednakże, ponieważ wielu pszczelarzy początkujących będzie pracować z pszczołami, które nie są jeszcze przystosowane do ich obszaru i mogą nie mieć wystarczającej ilości zapasów ze względu na warunki poza ich kontrolą, czasami rozmawiamy o karmieniu. Powinno się to odbywać jedynie jako środek nadzwyczajny, a nigdy jako standardowa praktyka.
W karmieniu dopuszczamy:
Syrop cukrowy
Suchy granulowany cukier
Syrop glukozowo-fruktozowy (HFCS)
Substytuty pyłków”
http://forum.tfbees.net/

Oto kolejne wskazówki od Michaela Busha, który jest wzorem dla wielu „naturalnych”, ponieważ napisał poczytny w środowisku PN podręcznik „Pszczelarstwo Naturalne” oraz jeździ regularnie z wykładami, organizuje warsztaty w swoim gospodarstwie, gdzie zjeżdżają się grupy nowych naśladowców.

„Najlepiej nigdy ich nie karmić i pozwolić im zbierać własne zapasy. Ale jeżeli sezon jest słaby, a tak się zdarza w większości miejsc, wtedy musisz karmić. Najlepszym czasem na to jest okres, w którym zorientujesz się, że pszczoły potrzebują karmienia do przetrwania zimy. Powiedziałbym, że sierpień i wrzesień. Październik też jest dobry, ale nawet, jeżeli nie zakarmiłeś dobrze przed grudniem, to lepiej zakarm, niż zostaw pszczoły na głodzie.
Osobiście nie karmię, jeśli istnieje wziątek nektaru. Karmię wiosną, jeżeli są słabe, jeżeli nie będą w stanie wychować tylu pszczół bez wspomagania, ile jest to wystarczające. Karmię też jesienią, jeżeli są słabe. Zawsze jednak staram się upewnić, że nie biorę za dużo miodu. Nieraz są takie słabe sezony, że pszczoły będą na skraju upadku, jeśli nie będę ich karmił. Muszę też czasem karmić podczas wychowu matek, aby zmusić je do zrobienia mateczników i aby matki wyleciały, i unasieniły się.
Pyłek zwykle podaję przed pierwszym dostępnym pyłkiem na wiosnę. Tutaj (Nehawka, Nebraska) będzie to około połowy lutego. Zwykle jest to dla mnie korzystne, aby dawać młodym rodzinom pyłek, aby miały na wychowanie czerwiu jeszcze przed zakwitnięciem klonów. Nie mam tego szczęścia, aby pszczoły mogły pobrać sobie wystarczająco dużo pyłku, wtedy kiedy jest dostępny w takich ilościach, aby przetrwały zimę.

Tak więc, chociaż staram się unikać karmienia, często to robię.
Moim zdaniem nie ma nic złego w karmieniu, jeśli masz ku temu dobry powód, ale moim planem jest, aby tego uniknąć i zostawić pszczoły na tyle ile mogę aby żywiły się same.”

http://www.bushfarms.com/beesfeeding.htm

Dlaczego podaję te przykłady? Ano dlatego, że sami często we własnym gronie powołujemy się na ich zasady i ich praktykę. Stawiamy ich jako wzór i autorytet godny naśladowania. Mam wrażenie jednak, że czasami będąc zbyt radykalni, wpadamy we własne sidła. Podając ich za przykład sami nie robimy jeszcze tego, co byśmy chcieli. Sami nie hodujemy jeszcze pszczół tak, jak nam się marzy. Jednocześnie zdarza się, że niemerytorycznie, emocjonalnie i krytycznie oceniamy działanie innych, nie starając się poznać ich subiektywnie dobrych powodów do podjęcia pewnych działań. Bywa, że niemerytoryczne argumenty, jakie rzucamy, nie pochodzą z dziedziny np. pszczelnictwa czy biologii pszczół, ale odpływają w takie rejony jak: antromorfizacja pszczół, produkcja wyskoprocentowego alkoholu metodą domową itd. Przy tym w krytyce odstępstw od radykalnych ideologicznych zasad PN i TF łamiemy zasadę niesprzeczności logicznej.

Karmimy i rozmawiamy o substytutach nektaru z buraków i zbóż, a nie chcemy widzieć rozmowy o substytutach pyłku. Prowadzimy rozmowy o specjalnej węzie do zmniejszania pszczół, o plastikowej węzie, o substytucie plastra pszczelego czyli plastikowym plastrze, o rodzinach dwumatecznych, o intensywnym przewożeniu pasieki np. na pożytek, o kratach odgrodowych, o przegonkach, o intensywnym manipulowaniu dzieleniem i namnażaniem rodzin, o tworzeniu mikro-ulików z mikro-odkładów weselnych, o hodowli matek, o zabiegach maksymalizujących produkcję miodu z miodni, o zabieraniu pszczołom miodu aby w zamian podać substytut, o zabieraniu pszczołom pyłku przez wymyślne technologiczne nowoczesne pułapki, o wymianie matek, o usuwaniu trutowych matek, o wysyłaniu matek w ciasnych klateczkach, o trzymaniu pszczół w ulu domowym w zimę w ciepłym mieszkaniu w gnieździe o szerokości jednej ramki itd.

Co do sprawy samych Wielebnych. Salomon Parker stosuje węzę, dopuszcza, jeśli trzeba, kratę odgrodową i substytuty nektaru czy pyłku. Wszyscy stosują walk-away split, a masowo i intensywnie robiła to Dee Lusby łącznie z poddawaniem matek „zimą” (a raczej wtedy, kiedy w Arizonie występuje coś na kształt „zimy” pszczelarskiej), manipulując przy okazji selekcją pszczół.1 Michael Bush karmi substytutem nektaru i pyłkiem, a czasami, jak musi, też substytutem pyłku.2 Robi to w celu wzmocnienia rozwoju słabych rodzin na wiosnę i wymuszenia produkcji dobrych mateczników w hodowli matek, które sprzedaje. Nikt z nich nie stosuje dzikiej zabudowy, jak w systemie PN, jakim są Warre, kószki, ule słoneczne, barcie i kłody. Stosują ule ramowe. Choć co prawda trzeba przyznać, że i tak muszą, bo prawo federalne USA to nakazuje. Nie pozwalają na rojenie się pszczół. Wyznawcy najwielebniejszej z Wielebnych ze strony Resistant Bees dopuszczają do użycia i sprzedają plastikowe plastry i węzę w celu wymuszania zmniejszania pszczół. Nie polecają naturalnych plastrów na początek. Nikt z Wielebnych nie jest więc nawet blisko radykalnego pszczelarstwa „naturalnego”.

Panie i Panowie, proszę nie starajmy się więc być wielebniejsi od samych Wielebnych. Przynajmniej w wąskim gronie tych, którzy wciąż próbują, lecz nie odnieśli jeszcze sukcesu w ich naśladowaniu.

Jakub Jaroński

1Przykład elementu programu hodowlanego na pasiece Dee Lusby:

„A strain of honey bees (hereafter referred to as LUS) has been established from a breeding program in which virgin queens were introduced into broodless colonies (i.e., eggs and larvae did not exist in the colony) from November to March in southern Arizona. The purpose of the breeding program was to select for bees that would rear queens and drones at that time of year. Inclement weather and limited numbers of drones can occur during Arizona winters and prevent queens from successfully mating. Thus, introducing virgin queens at this time of year exerts pressure that could cause the frequency of thelytoky in the population to increase. The purpose of this study was to test for the existence of thelytoky in LUS and determine the frequency of this trait. In addition, observations of worker bees in queenless LUS colonies were made to compare their behavior with that reported to occur in Cape bees.”
https://resistantbees.com/blog/?page_id=1006

2Wypowiedzi Michaela Busha na temat karmienia substytutem pyłku z różnych for internetowych i jego autorskiej strony:

“If I have to buy pollen, I usually buy some pollen substitute or soy flour and mix it half and half. Straight substitute just isn’t nutritious enough, but straight pollen can get very expensive.”
http://www.beesource.com/forums/showthread.php?189529-How-to-make-a-pollen-patty

„I feed real pollen if I have enough. I have sometimes mixed it 50/50 with substitute or soybean flour when I’m desperate and don’t have enough. I never mix it at less than 50% real pollen.”
http://www.bushfarms.com/de_beeswinter.htm

„I agree that soy flour is not complete but the fat is actually, IMO, a good thing. Many amino acids are “fatty acids” and will be in the fat. I sometimes mix whole soy flour with real pollen for substitute. I don’t feed it straight.”
https://beemaster.com/forum/index.php?topic=35824.0

The post Felieton: Wielebniejsi od Wielebnych first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Kilka słów o tym czy „niehumanitarnym” jest zostawianie słabnących rodzin pszczelich na śmierć. http://wolnepszczoly.netlify.app/kilka-slow-o-tym-czy-niehumanitarnym-jest-zostawianie-slabnacych-rodzin-pszczelich-na-smierc/ Thu, 21 Sep 2017 18:42:40 +0000 http://wolnepszczoly.netlify.app/?p=1566 Tłumaczenie i komentarz dwóch naszych kolegów do krótkiego tekstu Salomona Parkera pt. „A Few Words about the Inhumanity of Allowing Weak Colonies to Die”. Tekst pochodzi ze strony: http://parkerbees.blogspot.com/2017/04/a-few-words-about-inhumanity-of.html Tłumaczenie opublikowano za zgodą autora. Data publikacji oryginału: 2017 Chciałbym poświęcić kilka słów na skomentowanie twierdzenia, że pozwalanie na śmierć słabych rodzin jest „niehumanitarne”. Po pierwsze, […]

The post Kilka słów o tym czy „niehumanitarnym” jest zostawianie słabnących rodzin pszczelich na śmierć. first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Tłumaczenie i komentarz dwóch naszych kolegów do krótkiego tekstu Salomona Parkera pt. „A Few Words about the Inhumanity of Allowing Weak Colonies to Die”. Tekst pochodzi ze strony: http://parkerbees.blogspot.com/2017/04/a-few-words-about-inhumanity-of.html Tłumaczenie opublikowano za zgodą autora. Data publikacji oryginału: 2017

Chciałbym poświęcić kilka słów na skomentowanie twierdzenia, że pozwalanie na śmierć słabych rodzin jest „niehumanitarne”.

Po pierwsze, każdy organizm umiera. Wszyscy się z tym zgodzimy. Ale to punkt, który gubi się w całej tej dyskusji. Tak więc każda pszczoła kiedyś umrze, pytanie kiedy i jak.

Po drugie pszczoły są owadami. Owady nie są długowieczne. Pszczoły miodne żyją około sześciu tygodni. Ich życie jest krótkie i pełne pracy. W przeciwieństwie do ludzi, których biologia przystosowała do długiego życia i wyposażyła w wysoką inteligencję, pszczoły żyją krótko i mają ograniczoną liczbę wyuczonych zachowań.

Po trzecie, one odczuwają w inny sposób niż my, mają inaczej zbudowany system nerwowy, przechodzą inne cykle życiowe, a na dodatek są zimnokrwiste (zmiennocieplne).

Po czwarte, pozwolenie na śmierć pnia jest czymś zupełnie innym niż pozwolenie na śmierć dziecka czy domowego pupila. Ul jest organizmem kolektywnym. I jak już wspomniałem, jest zimnokrwisty. Rodzina pszczela, która umiera zimą po prostu powoli przestaje funkcjonować. Gdy rodzina umiera latem, część robotnic przyłączy się do nowych uli. W końcu wszystkie owady i tak ostatecznie umrą.

Po piąte, w zasadzie tak naprawdę powiedziałbym, że bardziej niehumanitarna jest wymiana matki w ulu, czyli fizyczna interwencja polegająca na własnoręcznym zabiciu długo żyjącego owada.

Po szóste, krótki cykl reprodukcyjny pszczół pozwala im znacznie szybciej dostosować się niż ludziom. Tak musi być, ponieważ one nie mają takiej mocy mózgu i nie żyją wystarczająco długo, aby mogły by się uczyć. Są całkowicie odmienne od ssaków, a w szczególności od ludzi.

Nie sposób nazwać niehumanitarną śmierci istoty żywej, która nastąpiła w sposób naturalny. Nie sposób nazwać niehumanitarnym brutalne zabicie i zjedzenie gazeli przez geparda. Tak się właśnie sprawy mają. W ten sposób funkcjonuje nasza planeta. Niehumanitarność określa to jak traktujemy ludzi i inne zwierzęta, powodując ich niepotrzebne cierpienia w procesie hodowli i zabijania ich. Nie jest niehumanitarnym pozwolić rodzinie owadów przestać istnieć na swój własny sposób, dlatego, że nie ma genetycznych narzędzi do poradzenia sobie z chorobą. To natura. Nie tylko tak się rzeczy mają ale też tak się mieć powinny. Pszczelarstwo bez leczenia ma na celu przywrócenie naturalnej równowagi pszczołom i nie ingeruje w sprawy, z którymi owady powinny sobie same poradzić. Zdziczałe pszczoły, które otrzymujemy z naszych wspaniałych ocalałych pszczół, właśnie to robią.

Salomon Parker 2017

Humanitaryzm ;)
Humanitaryzm 😉

Pszczelarze, którzy nie leczą swoich pszczół i stosują selekcję naturalną w zakresie chorób pszczół (treatment-free beekeeping), często spotykają się z zarzutami męczenia pszczół czy znęcania się nad nimi (w wersji ostrej) lub „niehumanitaryzmu” względem pszczół (w wersji łagodnej).

Jako osoba trzymająca pszczoły bez leczenia postanowiłem odnieść się do tych zarzutów z naszej perspektywy (mojej i Salomona Parkera: wieloletniego posiadacza hobbystycznej stabilnej przynoszącej zyski pasieki bez leczenia). W tym celu postanowiłem przetłumaczyć pewien prosty acz konkretny tekst Salomona, pochodzący z jego bloga i opatrzyć go swoim komentarzem.

Pragnę dodać, że nie jest moją intencją przekonywać kogokolwiek do zaprzestania leczenia, wymiany matki, sztucznego unasienniania, albo twierdzić, że moja droga jest jedynie słuszna. Przedstawiam tylko inny punkt widzenia i polemizuję z argumentami, że nieingerowanie w naturalną śmierć rodziny pszczelej to znęcanie się nad zwierzętami.

Przede wszystkim chciałbym odnieść się do punktu czwartego argumentacji Salomona. Rodzina pszczela ginie z powodu chorób zwykle w okresie chłodów. Pojedyncza pszczoła, która jest organizmem zmiennocieplnym, podczas wychładzania swojego organizmu po prostu spowalnia metabolizm i można powiedzieć, że niejako powoli usypia aż do powolnej śmierci. Nie wydaje się to być śmiercią, którą można opisać jako drastyczną czy okrutną. Zresztą nawet dla zdrowej rodziny pewien osyp zimowy jest przecież nieunikniony. Zresztą podczas badań naukowych czy niektórych praktyk pasiecznych pszczoły też są często schładzane lub poddawane działaniu dwutlenku węgla aby się nie poruszały przez jakiś czas. Jeżeli tego nie uznajemy za znęcanie się nad zwierzętami, choć jest to ewidentną mocną ingerencją człowieka w życie zwierzęcia, w sposób jaki ono prawdopodobnie nie chce, to tym bardziej naturalna śmierć pszczoły z powodu wychłodzenia, nie może taką być z punktu widzenia człowieka. Z powodów oczywistych cały czas poruszamy się w obszarze punktu widzenia czy perspektywy człowieka.

Bardziej drastyczną śmiercią wydaje się samobójcza śmierć z powodu użądlenia, kiedy za torebką jadową wychodzi z pszczoły cześć jej wnętrzności. Czy idąc tym – moim zdaniem zwodniczym – tropem,należy uznać, że posiadanie bardziej obronnych pszczół jest znęcaniem się nad nimi? Oczywiście, że nie.

Porównania nieleczenia pszczół do nieleczenia dziecka są nie tylko nietrafione dlatego, że pszczoły bardzo różnią się od ssaków i od ludzi. Ale też dlatego, że po prostu prawie nikt nie traktuje posiadanych przez siebie pszczół jak dzieci. Nawet jeśli często je antropomorfizuje. Po prostu.

Rozszerzę też argument piąty Salomona. Wymiana matki nie tylko wydaje się bardziej drastyczną i okrutną śmiercią dla długowiecznego owada, ale także jest działaniem wbrew pozostałym pszczołom w rodzinie. Pszczelarze często mówią, że ratują jakąś rodzinę wymieniając matkę czyli zabijając jedną z nich. Otóż pszczelarze nie ratują w ten sposób rodziny pszczelej, ale zasiedlony ul. Bowiem gdy tylko krótkowieczne robotnice wymienią się na córki nowej matki, to żadna z jednostek kolektywnego superorganizmu nie będzie genetyczną kontynuacją poprzedniej rodziny. A to znaczy, że będzie to nowy superorganizm, nowa rodzina pszczela, a wszystkie pszczoły z poprzedniej rodziny i tak umrą. Prawdopodobnie w większości wypadków nie doczekując wiosny. Z punktu widzenia biologii czy genetyki jest to analogiczne do śmierci jednej rodziny i zasiedlenia tego samego ula nową rodziną. Dzięki zabiegowi wymiany matki uzyskuje się jednak ciągłość zasiedlenia ula, co jest po prostu oszczędnością dla pszczelarza. Jeżeli jednak rodzina pszczela miałaby przeżyć a stara matka umrzeć, to podczas cichej wymiany, czy ewentualnie wychowania matki ratunkowej, dorobią się jej następczyni i swojej siostry, genetycznej kontynuatorki superorganizmu rodziny pszczelej. Tak więc dawanie szansy słabnącej rodzinie pszczelej na poradzenie sobie z kryzysem i ewentualne odchowanie własnej nowej matki nie wydaje się większym znęcaniem się (posługując się argumentem oskarżających) nad pszczołami niż likwidacja rodziny przez celowe zabicie ich królowej, najważniejszej pszczoły w rodzinie.

Podobnie niezbyt przyjemnym dla pszczół wydają mi się badania, eksperymenty, sztucznie unasiennianie, które wiążą się najczęściej z ich usypianiem, a także likwidacja tzw. ramki pracy czy przycinanie skrzydełka matce pszczelej. Nie twierdzę jednak, że jest to znęcanie się i męczenie pszczół. Dlaczego? Dlatego, że punkt widzenia człowieka i ocena działań ludzkich zależy m.in. od intencji podejmującego działanie. Nasz punkt widzenia jest zapewne inny niż podnoszących takie oskarżenia w naszym kierunku. My, nieleczący pszczelarze, nie traktujemy pszczół w nieleczonych rodzinach jak domowych pupili, tylko jak dzikie lub zdziczałe zwierzęta i to nas zapewne różni. Chociaż jeśli miałbym się czepiać, to domowego pupila, też raczej się nie „wymienia”, kiedy przestanie tak pięknie szczekać lub miauczeć, jakbyśmy chcieli.

Partacz pasieczny

 

Co ma wspólnego śmierć rodziny pszczelej z humanitaryzmem? Zacząłbym te rozważania od uznania prostego faktu, że… nic. Po drugie ośmielę się stwierdzić, że warroza, nosemoza, zgnilec oraz inne pszczele boże dopusty nie mają nic wspólnego z etyką i moralnością. Tak po prostu działa natura. I jestem przekonany, że poza kilkoma co bardziej sentymentalnymi, większość pszczelarzy doskonale sobie z tego zdaje sprawę. Takoż rozumieją, że pszczoły nie są i nie mogą być zwierzątkami domowymi, nie kochają nas, ani nie nienawidzą. Bo są owadami – a my jednym z wielu czynników środowiskowych, z którymi próbują sobie poradzić. Zgodnie z zapisanym w nich skomplikowanym „programem”, który kieruje zachowaniami pojedynczych pszczół składających się na rodzinę pszczelą. Pszczelarze zaś, ponieważ natura wyposażyła ich w rozum, starają się wykorzystać naturalne skłonności pszczół ku własnej korzyści. A „ratowanie pszczół”, „pomaganie pszczołom” proszę włożyć między brednie. Pszczół zarówno w Polsce jak i na świecie w ostatnich latach przybywa, a straty zimowe nie potrafią na razie tego trendu odwrócić.

Zarówno pszczelarze, którzy nazywają siebie „naturalnymi”, jak i ci, którzy nie uważają za konieczne przypinać sobie żadnej łatki, z entuzjazmem manipulują posiadanymi rodzinami pszczelimi zgodnie z własnym widzimisię. Stwierdzenie, że coś może owadom pomóc lub zaszkodzić, pochodzi z naszego obszaru pojęciowego, z naszego życia, które jest złożone, oparte w dużej mierze o czynności rozumu, który lubi sobie wyobrażać to i owo.

Obłuda, jak prawi przysłowie, jest hołdem występku złożonym cnocie. A ponieważ w umieraniu pni nie znajdziesz zbrodni, odrzućmy i obłudę. Przyznajmy otwarcie, że po prostu lubimy pszczelarzenie. Kochamy poszczególne jego aspekty, jak zbiory miodu, pyłku, propolisu, mleczka, jadu, namnażanie rodzin, obserwacje, jak rosną, pracę z rójkami, a nie zapominajmy o wszelkich czynnościach pobocznych, jak stolarka pasieczna i pszczelarskie imprezy. Przy czym właśnie zbiory miodu łączą pszczelarzy wszystkich krajów i dlatego wymieniłem je na pierwszym miejscu. Bo chyba każdy chciałby, choćby od czasu do czasu, uszczknąć bodaj odrobinkę, przynajmniej z nadwyżki produkcji, o ile taka się pojawi. Zatem nie opowiadajmy bzdur, że zależy nam, aby nasze pszczoły były zdrowe, bo i tak ostatecznie wszystko przeliczamy na miód. Pragniemy zbiorów.

Acz nie tylko. Doświadczamy obcej profanom radości, kiedy na wiosnę widzimy ruch na wylotkach, bo to oznacza, że cały poprzedni sezon nie poszedł tak zupełnie na marne. Pszczoły żyją. I to nas cieszy, bo w nadchodzącym sezonie znowu mamy szansę na zbiory miodu. Czyli pragniemy też przyszłych zbiorów.

Ale pszczoły mogą też nie przeżyć. I tego się boimy. Nie zakłóca nam jednakowoż nocnego wypoczynku duszny dylemat, czy aby nie za mało kochamy swoje krainki, buchwasty, kaukazy. Po prostu boimy się, że z takim trudem i nakładem kosztów przez lata budowana pasieka w parę zimowych miesięcy przemieni się w stertę drewnianych (poliuretanowych, styropianowych, innych) pudeł pełnych ramek. Boli nas śmierć żywych istot, bo to one są kluczową częścią naszej pasieki. Po prostu nie chcemy kolejnej wiosny szukać na rynku przezimowanych rodzin pszczelich na sprzedaż. Pragniemy mieć własne, które przeżyły zimę i są gotowe do kolejnego sezonu pracy. Czyli to, na czym wszystkim pasiecznikom zależy, to kręcąca się, niczym dobrze naoliwiona maszyna, pasieka pełna pszczół gotowych wypracować nadwyżkę miodu. Rok do roku.

Między pszczelarzami naturalnymi a pozostałymi (w tym milczącą większością) różnicę można wykazać tylko w sposobie, w jaki chcą ten podstawowy rezultat osiągnąć.

Pszczelarze naturalni uważają, że ich owady winny przeżywać zimę bez usilnego wsparcia ich pasterza. Wystawiają je zatem na (swoim zdaniem) skalkulowaną presję środowiska. Nie rzucają im kłód pod nogi (nie dosłownie). Sama natura robi to za nich. A oni liczą, że w końcu ich cel sam się zrealizuje, bo (jak wierzą) takie są prawa natury.

Pszczelarska większość podchodzi do sprawy w sposób tradycyjny, zgodny z odruchowym sposobem myślenia, typowym dla technokratów: jeżeli jest problem, należy go rozwiązać. I to możliwie najprostszym sposobem. Zatem jeżeli widzą chorobę u pszczół, żądają skutecznego na nią lekarstwa. I tyle.

Pszczelarze „naturalni” twierdzą, że nie ma zupełnie skutecznych lekarstw, a ciągłe protezowanie odporności pszczół na dłuższą metę skutkuje ich coraz większą podatnością na choroby.

Pszczelarze pozostali zwykle zgadzają się z powyższym, ale nic z tym nie robią. Bo w każdym kolejnym sezonie miód musi być. I basta.

Zaryzykowałbym zatem twierdzenie, że to pszczelarze naturalni jako pierwsi wyskoczyli z ustawianiem kwestii zdrowia pszczół w kategoriach etycznych (ustawiczne leczenie jest złe na dłuższą metę), a społeczność pszczelarska przejęła ich metodę i odwróciła przeciwko nim (pozwalanie na śmierć rodziny pszczelej jest niehumanitarne). Czyli czeski film. A wszystkim chodzi o to samo. Tylko różnych rzeczy się obawiamy. A kto ma rację – zapewne nikt. Albo wszyscy na raz. Albo kto tam sobie chce.

Krzysztof Smirnow

The post Kilka słów o tym czy „niehumanitarnym” jest zostawianie słabnących rodzin pszczelich na śmierć. first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Zapowiedź wywiadu z Profesorem Jerzym Woyke http://wolnepszczoly.netlify.app/zapowiedz-wywiadu-z-profesorem-jerzym-woyke/ Sun, 04 Jun 2017 08:33:43 +0000 http://wolnepszczoly.netlify.app/?p=1487 Jakiś czas temu profesor Jerzy Woyke udzielił jednemu z członków Stowarzyszenia Wolne Pszczoły ciekawego wywiadu. Rozmowa dotyczyła głównie tematów związanych z działalnością naszego Stowarzyszenia. Wszelkie szczegóły Drodzy Czytelnicy poznają za dwa tygodnie w formie publikacji na wolnepszczoly.netlify.app. Aby jednak już dziś uchylić rąbka „tajemnicy” i rozbudzić apetyt, prezentujemy fragment nagrania z rozmowy, gdzie profesor Woyke […]

The post Zapowiedź wywiadu z Profesorem Jerzym Woyke first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Jakiś czas temu profesor Jerzy Woyke udzielił jednemu z członków Stowarzyszenia Wolne Pszczoły ciekawego wywiadu. Rozmowa dotyczyła głównie tematów związanych z działalnością naszego Stowarzyszenia. Wszelkie szczegóły Drodzy Czytelnicy poznają za dwa tygodnie w formie publikacji na wolnepszczoly.netlify.app. Aby jednak już dziś uchylić rąbka „tajemnicy” i rozbudzić apetyt, prezentujemy fragment nagrania z rozmowy, gdzie profesor Woyke snuje opowieść na temat swoich przygód z pszczołami (i nie tylko) z Afganistanu.

W ten sposób także inaugurujemy nasz oficjalny kanał na Youtube. Zapraszamy do oglądania i subskrypcji.

The post Zapowiedź wywiadu z Profesorem Jerzym Woyke first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Zapowiedź filmu “Outside The Box” http://wolnepszczoly.netlify.app/zapowiedz-filmu-outside-the-box/ Fri, 09 Dec 2016 22:57:44 +0000 http://wolnepszczoly.netlify.app/?p=1345 Niedawno w internecie ukazała się dość długa 11-minutowa zapowiedź filmu pt. “Outside The Box” (Z Otwartą Głową) w postaci jego fragmentu. Film realizowany jest przez małego producenta niemieckiego Primate Visions (http://primatevisions.de/services-page/film/) w reżyserii Felix Remter i realizacji Miriam Remter. Film będzie dokumentalną opowieścią o aktualnych problemach pszczół w Europie. Będzie podejmował trudny kontrowersyjny temat dzikich […]

The post Zapowiedź filmu “Outside The Box” first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Niedawno w internecie ukazała się dość długa 11-minutowa zapowiedź filmu pt. “Outside The Box” (Z Otwartą Głową) w postaci jego fragmentu. Film realizowany jest przez małego producenta niemieckiego Primate Visions (http://primatevisions.de/services-page/film/) w reżyserii Felix Remter i realizacji Miriam Remter. Film będzie dokumentalną opowieścią o aktualnych problemach pszczół w Europie. Będzie podejmował trudny kontrowersyjny temat dzikich i zdziczałych populacji żyjących samodzielnie których często obawiają się tradycyjni pszczelarze powołując się np. na roznoszenie chorób. Podczas gdy jest odwrotnie. Film będzie rzucał światło na współczesne możliwości osiągnięcia w tych trudnych warunkach odporności przez pszczoły w pasiekach na różne trapiące je choroby a zwłaszcza pasożyta Varroa destructor. Na którego to pszczoły i środowisko ula jest trute różnymi lekami powszechnie stosowanymi w pszczelarstwie przez które cierpią też same pszczoły. Film odpowie na pytanie gdzie w tym wszystkim jest miejsce na dzikie i i stare poczciwe tzw. kundelki czyli zdziczałe pszczoły nie potrzebujące interwencji ze strony człowieka do życia.

W kilku epizodach film przedstawi różne miejsca, różnych bohaterów i różne konteksty w jakich znajdują się pszczoły i człowiek. Odwiedzimy między innymi naukowców w Szwajcarii badających pszczoły bez leczenia oraz laboratorium gdzie kolonia pszczół żyje pod czujnym okiem maszyn obserwujących rodzinę pszczelą bez interakcji z człowiekiem. Dowiemy się o problemach pszczelarzy chcących trzymać naturalnie pszczoły z ustawodawstwem i ograniczającymi przepisami. Usłyszymy rozmowę z aktywistą zmian prawnych na rzecz polepszenia dobrostanu pszczół, który musi się zmagać z wrogością środowiska pszczelarskiego. Zobaczymy bartników, którzy wybiorą się do Baszkirii w Rosji aby tam nauczyć się tego starodawnego fachu wykonywanego bez przerwy tradycyjnie.

Wreszcie wybierzemy się w odwiedziny do hrabstwa Gwynedd w Walii gdzie jest sporo nieleczących pszczelarzy zarówno komercyjnych jak i hobbystów. Porozmawiamy z Davidem Heaf’em: pszczelarzem hobbystą nieleczącym swoje pszczół od 2007 roku, który jest jednym z prekursorów ruchu Treatment Free Beekeeping w Europie i inspiracją dla wielu nowych nieleczących pszczelarzy. Oraz z Petem Haywoodem też nieleczącym pszczelarzem który był inspektorem pasiek w tamtym regionie jak przestawał leczyć.

W poniższym przetłumaczonym na polski fragmencie występuje właśnie tych dwóch Panów z Walii. Zapraszamy do zapoznania się i trzymania kciuki za produkcję filmową jak my trzymamy. Aby włączyć napisy trzeba kliknąć znaczek napisów pod filmem i wybrać język polski.

Wszystkie informacje o filmie pochodzę ze strony producenta:
http://primatevisions.de/services-page/film/

Aktualności z realizacji można śledzić na stronie:
https://www.facebook.com/OutsideTheBoxFilm

Jakub Jaroński

The post Zapowiedź filmu “Outside The Box” first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Wywiad z Panem Henrykiem Osiewalskim właścicielem pasieki Rój opartej o gospodarkę rojową http://wolnepszczoly.netlify.app/wywiad-z-panem-herykiem-osiewalskim-wlascicielem-pasieki-roj-opartej-o-gospodarke-rojowa/ Wed, 02 Sep 2015 09:33:15 +0000 http://wolnepszczoly.netlify.app/?p=791 Gospodarka pasieczna rojowa którą Pan uprawia polega na pozyskiwaniu nowych rodzin poprzez rojenie jest naturalnym sposobem rozmnażania się pszczół. Dochodzi tu do selekcji naturalnej w tym do krzyżowania się trutni z matką według naturalnego doboru i bioróżnorodności. Dla nas pszczelarzy naturalnych i organicznych jest to bardzo ważne gdyż uważamy, ze sztuczna selekcja, sztuczna wymiana matek […]

The post Wywiad z Panem Henrykiem Osiewalskim właścicielem pasieki Rój opartej o gospodarkę rojową first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
45Gospodarka pasieczna rojowa którą Pan uprawia polega na pozyskiwaniu nowych rodzin poprzez rojenie jest naturalnym sposobem rozmnażania się pszczół. Dochodzi tu do selekcji naturalnej w tym do krzyżowania się trutni z matką według naturalnego doboru i bioróżnorodności. Dla nas pszczelarzy naturalnych i organicznych jest to bardzo ważne gdyż uważamy, ze sztuczna selekcja, sztuczna wymiana matek a tym bardziej sztuczne unasiennianie i ograniczanie bioróżnorodności poprzez utrzymywanie dużej części pasieki na córkach tej samej matki reproduktorki przyczynia się do osłabienia zdrowia pszczoły miodnej europejskiej.

Wiele osób kojarzy ten sposób gospodarowania z XIX wiekiem, z czymś archaicznym co nie pozwala prowadzić pasieki pod kątem ekonomicznym. Mam nadzieję, ze wywiad ten rozwieje te wątpliwości.

 

 

Panie Henryku moje uszanowanie. Najpierw zaczniemy trochę od Pana historii związanej z pszczelarstwem. Jak długo zajmuje się Pan pszczelarstwem i od kiedy zawodowo?

Pszczelarstwem zajmuję się od czerwca 1983r. Nie mając tradycji rodzinnych przygodę z pszczołami rozpocząłem od dwóch podarowanych mi roi przez znajomego pszczelarza. W tym czasie znajdowało się dużo pasiek na moim terenie. Przypomnę, że w Polsce w latach osiemdziesiątych, było 2.5 mln rodzin pszczelich. Wiszące na gałęziach drzew roje pszczele, można było spotkać wszędzie. Zbierałem roje, zasiedlałem je do odkupionych od pszczelarzy starych nietypowych uli, w ten sposób powiększając pasiekę. Kiedy miałem już kilkanaście różnego typu uli, bardziej wyglądało to wszystko na skansen jak na pasiekę. Szybko zorientowałem się, że w ten sposób nic nie zdziałam. Po powrocie z pracy, w długie zimowe wieczory, a często i noce robiłem nowe ule. Trudności były ogromne. Desek do budowy uli nie można było kupić, ponieważ tartaki prowadziły sprzedaż tylko na przydziały dla przedsiębiorstw państwowych. Po gwoździe jeździłem do fabryk drutu w Gliwicach i Radomsku ponieważ w sklepach ich nie było. W trzecim roku pszczelarzenia miałem już 35, w czwartym 50, a w ósmym 120 rodzin pszczelich w nowych, jednakowych, własnoręcznie wykonanych ulach. W 1996 roku zrezygnowałem z pracy i wraz z żoną zajęliśmy się tylko pszczelarstwem. Do 2012 roku ciągle rozwijaliśmy się dochodząc do 320-tu rodzin pszczelich. Tyle w telegraficznym skrócie informacji o historii powstania naszej pasieki.

Ile pni Pan posiada? Czy jest to pasieka stacjonarna?

Od 2012 roku ze względu na stan zdrowia, zamiast dalszej rozbudowy, zostałem zmuszony do powolnego zmniejszania ilości rodzin pszczelich w naszej pasiece. Na dzień dzisiejszy pasieka liczy 100 rodzin. W zasadzie, jest to pasieka stacjonarna, ale przystosowana także do wędrówek. Wędrowaliśmy z pszczołami, gdy w pobliżu występowały lepsze pożytki towarowe. Jako ciekawostkę powiem, że wszystkie rodziny znajdują się w jednym miejscu i nawet na wyjazdach ustawiałem ule w jednym miejscu. Zawsze jest coś za coś. W tym przypadku wygoda pracy i możliwość obsługi większej pasieki, za nieco mniejszą wydajność z ula.

Co skłoniło Pana do tego typu gospodarki rojowej? Czy wyniósł ją Pan od swojego nauczyciela pszczelarstwa na początku tej drogi życiowej czy możne kiedyś przeciwdziałał Pan nastrojowi rojowemu jak 99% współczesnych pszczelarzy i z czasem doszedł do innej metody? Jeśli to drugie to od kiedy łapie Pan regularnie roje dla siebie?

Tylko silne rodziny pszczele, i to utrzymywane przez cały sezon pasieczny, są w stanie zgromadzić znaczne ilości produktów pszczelich w ulach. Pszczoły najwydajniej pracują w okresie silnego rozwoju, który poprzedza wejście w nastrój rojowy. W swojej pasiece, tak kieruję rozwojem rodzin pszczelich, aby właśnie ten stan uzyskać jak najwcześniej, a następnie maksymalnie go przedłużać. Proszę pamiętać, że najskuteczniejszym, naturalnym czynnikiem przeciwdziałającym powstawaniu nastroju rojowego, jest zawsze obfity pożytek. Pszczoły same ograniczą matce miejsce do czerwienia, zalewając plastry nektarem. Wtedy zadaniem pszczelarza nie powinno być więzienie matki w izolatorach, czy osłabianie rodziny poprzez odbiór pszczół, ale maksymalne wykorzystanie potencjału produkcyjnego rodziny pszczelej, poprzez dokładanie kolejnych plastrów do uli. Nie po to przez dziewięć miesięcy przygotowywałem rodziny pszczele do sezonu, aby w najważniejszym, momencie je osłabiać. Wcześniej czy później więzienie matki odbije się niekorzystnie na rozwoju rodziny pszczelej. Po rzepaku wystąpią jeszcze inne pożytki, na które należy mieć przygotowane silne rodziny. Jak z powyższego wynika, jedynymi sposobami, które stosuję aby zapobiec powstawaniu nastroju rojowego, jest zapewnienie pszczołom obfitego pożytku, oraz poszerzanie gniazd. Wszystkie inne wymyślone przez pszczelarzy metody są pracochłonne, szkodliwe pszczołom, i często zawodne, ponieważ pszczoły i tak nie dadzą się oszukać, wydając roje w późniejszym terminie, które to dopiero wtedy są problemem. Stosuję proste rozwiązania i zawsze staram się jak najmniej przeszkadzać pszczołom.
Poszedłem więc w innym kierunku. Skoro pomimo zastosowanych przeze mnie zabiegów rodzina pszczela, zresztą zgodnie z jej naturalnym instynktem do rozmnażania zechce się podzielić, to niech to uczyni. Postanowiłem przyjść pszczołom z pomocą poprzez wykonanie bardzo prostych w budowie rojowabików, rozmieszczanych w pobliżu uli. Rojowabiki w naturalny sposób wabią pszczoły, a ja nie używając drabin zbieram z nich roje. Jeżeli moje słowa są mało przekonywujące to proponuję obejrzeć nagrany w mojej pasiece czterogodzinny film, który pokazuje jak pracujemy wraz z żoną w naszej pasiece. Film mogę udostępnić każdemu chętnemu, jeżeli telefonicznie na nr. 606 187 399 dokona zamówienia.

 

Fragment amatorskiego filmu Pana Osiewalskiego

Czy nadal stosuje Pan odkłady czy zsypańce czy już tylko pszczoły rozmnażają się rojowo?

Nie robię w swojej pasiece odkładów ani zsypańców ponieważ mam ciągły nadmiar pszczół. Pszczoły rojowe wykorzystuję przede wszystkim do tworzenia nowych rodzin produkcyjnych, Przypomnę, że moje pszczoły roją się pod koniec kwietna i na początku maja, kiedy w pełni kwitną rzepaki. Potencjał produkcyjny pszczół rojowych jest doskonale znany, w związku z czym nie będę wymieniał co 4 kg rój może zrobić w tym okresie. Dopowiem tylko, że pszczoły rojowe znakomicie nadają się także do startboksu oraz nasiedlania ulików weselnych. Rójki znakomicie nadają się także do poddawania matek ponieważ chętnie przyjmują każdą.

Z jakich pszczół Pan korzysta? Z lokalnych czy może od jakiś znanych komercyjnych hodowców? Czy dokupuje Pan czasem jakieś matki a jeśli tak w jakim procencie pasieka oparta jest na własnych matkach rojowych a w jakim na zakupionych?

Prowadzę hodowlę matek pszczelich na własne potrzeby. Zaopatruję się wyłącznie w matki reprodukcyjne. Pomimo, że sprowadzam matki miodne, łagodne,, nierojliwe” to do tej pory nie udało mi się wyhodować pszczół,, nierojliwych.” Jeżeli któryś z hodowców takie matek posiada, to bardzo chętnie nabędę.

Widziałem, że pracuje Pan z rojami bez rękawiczek a nieraz i bez kapelusza. Czy rojące się pszczoły wykazują się małą obronnością czy użądlenia nie robią już na Panu wrażenia?

Po pierwsze, nie potrafiłbym pracować przy pszczołach w rękawicach, a po drugie nie ma takiej konieczności. Zaś kapelusz pszczelarski dobrze jest jednak mieć w pasiece.

Wiem, że bez trudu łapie Pan 90% rojów ze swojej pasieki. Wiem, że roje uwiązują grono rojowe na pasiece w pobliżu uli na rojołapkach zbudowanych przez Pana o bardzo prostej konstrukcji. Na czym polega budowa tej rojołapki i jej skuteczność?Na początku swój ,,wynalazek” nazwałem rojołapką. Jest to jednak nazwa błędna ponieważ urządzenie to nie łapie roi, tylko je wabi. Ale chyba nie nazwa jest najważniejsza. Rojowabik zbudowany jest z deski przymocowanej do wygiętej rurki. Elementem wabiącym roje pszczele jest znajdujący się pod deską pół krążek wykonany także z deski pokryty woskiem pszczelim. Zapach wosku oraz pół krążek wyglądający jak kawałek plastra pszczelego wabią roje. Dodatkowo pozostający na desce zapach po wcześniej zebranych rojach wabi pszczoły.

Czy korzysta Pan z jakieś preparatów zapachowych, sztucznych feromonów królowej, ziół etc. do wabienia rojów?

Nie korzystam z żadnych sztucznych preparatów zapachowych, ponieważ nie ma takiej potrzeby. W tym roku wszystkie roje uwiązały grona rojowe pod rojowabikami.

Według jakiego klucza ustawia Pan rojołapki w konkretnych miejscach i czy rojołapki co roku stoją identycznie?

Rojowabiki należy rozstawiać z pszczelarskim wyczuciem, pod gałęziami drzew lub krzewów tak, aby były widoczne dla pszczół, a zwisające gałęzie tworzyły nad nimi baldachim. W naszej pasiece łowne rojowabiki każdego roku rozstawiam w tych samych miejscach, natomiast niechciane przestawiam w inne miejsca.

42

Czy na początku tej metody były większe trudności i ile sezonów zajęła Panu nauka?

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to wynalazek na miarę XXI wieku, ale ciągle czegoś się uczyłem i coś poprawiałem. Początkowo deskę mocowałem na stałe z rurką wbitą w ziemię. Zdarzało się, że przy wyciąganiu rury, lub przenoszeniu pszczoły spadły. Nie radzę natomiast przesadnie pucować rojowabików. Telefonują do mnie pszczelarze, że zastosowali poniklowane elementy stalowe, deskę wypolerowali, kilkakrotnie pomalowali najwyższej klasy lakierami lub farbami a i tak roje omijają je z daleka. Akurat w tym przypadku popełniali błędy, ponieważ czym deska jest starsza tym efekt jest lepszy. Po wyrojeniu się pszczoły najpierw krążą w pobliżu drzewa lub krzewu wypatrując odpowiednie miejsce do uwiązania grona rojowego. Ustawiony tam rojowabik jest bardzo atrakcyjnym miejscem do tego celu.

Wiem, ze zawsze pozwala Pan się wyroić rodzinie raz a później zostawia Pan jeden matecznik aby przeciwdziałać drużakom i trzeciakom. Czy każda rodzina która chce może się wyroić ten jeden raz czy są takie które Pan ogranicza w jakiś sposób?

Jestem przekonany, że wydanie jednego roju przez rodzinę pszczelą jest korzystne dla pszczół. Po wyjściu roju pozostaje w ulu wystarczająco dużo pszczół, aby normalnie funkcjonować. Czerw od jajeczek po wygryzające się młode robotnice. Dużo pokarmu zgromadzonego w plastrach. Wprawdzie nie ma czerwiącej matki, ale młoda znajduje się w mateczniku, który jeszcze tego samego dnia poddaję tej rodzinie. Jest to najłatwiejszy i niezawodny sposób poddawania matek. Proszę pamiętać, że przerwa w czerwieniu spowodowana wyjściem roju, jest także naturalnym przerwaniem namnażania się Varroa Destructor, o czym tak mało się pisze, ponieważ podobno pszczoły nie roją się

Wiem, ze częściowo pozwala Pan naturalnie według pszczelego uznania łączyć i dzielić się rojom które roją się jednocześnie a łączy zbyt małe roje dla Pana i roje które uwiązały się w grono rojowe bez matki na skutek np. jej uszkodzenia. Co wtedy się dzieje z takim rojem?

Z rojami z tego samego dnia praktycznie można robić wszystko. Można je łączyć dzielić, wymieniać im matki bez obawy, że pszczoły będą się ścinały. Udaje się to także następnego dnia, ale dosypanie kolejnej rójki po kilku dniach może zakończyć się źle.
Jakimi pożytkami dysponują Pańskie pszczoły?

Jakimi pożytkami dysponują Pańskie pszczoły?

Wczesną wiosną pszczoły zbierają pyłek i nektar głównie z leszczyny, brzozy, olchy, wierzby a w kwietniu z mniszka lekarskiego, drzew owocowych i rzepaku. Rzepak ozimy jest głównym pożytkiem towarowym w mojej okolicy. Jest tu prawdziwe zagłębie rzepakowe. Po rzepaku jest niewiele akacji, dość dużo starych lip, ewentualnie spadź liściasta. W połowie lipca kończy się papu dla moich milusińskich.

Jaki okres pracy w pasiece przypada na osadzanie rojów? Rozumiem, ze głównie przypada on na pożytek rzepakowy?

Odpowiadam szczerze na każde pytanie, ale tym trafił Pan w sedno sprawy. Zauważył Pan, że nie mówiłem o późnych rojach, które należy obficie karmić, aby odbudowały gniazda przed zazimowaniem. Miodu zazwyczaj z nich zero, koszty tak, pracy przy przygotowaniu do następnego sezonu sporo. W mojej pasiece rodziny pszczele roją się na początku maja, a nawet w kwietniu, kiedy w pełni kwitną rzepaki. Osadzony 4 kg rój pszczeli w ciągu kilku dni odbudowuje ramki z węzą i zapełnia nadstawki miodem rzepakowym, a później także innymi. Matka bardzo szybko zaczerwia nowo odbudowane plastry z których po 21 dniach wygryzają się młode robotnice gotowe do pracy jeszcze na akacji, lipie, ewentualnie spadzi. W tych rodzinach, po wsypaniu pszczół do ula, sprawdzam tylko czy matka podjęła czerwienie i na tym koniec z grzebaniem w ulach. Co jakiś czas wiruję z nich tylko miód.

Czy nowo osadzony rój daje porównywaną ilość miodu towarowego w sezonie co macierzak? A jeśli nie to mniej czy więcej?

Widzę, że jest Pan dociekliwy, ale o liczbach nie będę mówił. Odpowiem tak: Ja obliczam wydajność miodową z jednej rodziny pszczelej dzieląc ilość odwirowanego miodu w całym sezonie przez liczbę posiadanych rodzin wiosną. Nie ważne, jak kto gospodaruje pszczołami, ważne jest to jakie są efekty jego pracy. Nie wierzę, aby ,, nowoczesny” pszczelarz wykonujący zbędne i pracochłonne zabiegi ograniczające rozwój rodzin pszczelich osiągał zbliżone wyniki.

Rój osadza Pan na węzę. Gdzie zaopatruje się Pan w węzę? Czy słyszał Pan może o węzie o zmniejszonych komórkach 5,1 i 4,9 mm? Ma ona na celu pomóc naszej europejskiej pszczole powrócić do jej mniejszych rozmiarów jakie miała w XIX wieku. Może to przyczynić się do jej większej odporności m.in. na roztocze Varoa Destructor.

Węzę najczęściej kupuję, ale także powierzam wosk pozyskany w naszej pasiece do przeróbki na węzę. Prekursor stosowania węzy o zmniejszonych komórkach do 5,1 i 4,9 jest moim serdecznym kolegą, którego przy okazji pozdrawiam. Ponieważ, nie wprowadzałem takiej węzy do moich rodzin i na tym się nie znam, nie wypowiadam się w tym temacie. Uważam jednak, że należy próbować różnych sposobów, aby naszym milusińskim działo się coraz lepiej.

Jakby Pan odniósł się do zarzutów innych pszczelarzy, że na gospodarkę rojową trzeba mieć mnóstwo czasu i nie da się w ten sposób prowadzić pasieki pod względem ekonomicznym co do ilości miodu i czasu? Pana pasieka jest przecież tego zaprzeczeniem.

W odpowiedzi na zarzuty, że na gospodarkę rojową trzeba mieć czas odpowiem faktami: Kiedy miałem 120 rodzin pszczelich wraz z żoną pracowaliśmy zawodowo, a pszczołami zajmowaliśmy się tylko po godzinach pracy, w wolne soboty i niedziele, a także w urlopy. Prowadziliśmy przy tym gospodarkę wędrowną. Po zakończeniu pracy w 1996 roku rozbudowaliśmy pasiekę do 200 – 320 rodzin i przez cały czas pracowaliśmy tylko w dwójkę. Jestem pewien, że przy moim dobrze zorganizowanym sposobie prowadzenia pasieki mam o wiele mniej pracy, niż wszyscy Ci, którzy zapobiegają, zamykają, izolują, przekładają, tworzą, przestawiają, nalatują i Bóg wie co jeszcze czynią, aby pszczołom ciągle przeszkadzać. Podejrzenie, że z ekonomią jest u mnie nie tak jest bezpodstawne, ponieważ liczyć to jeszcze potrafię. To właśnie ekonomiczne myślenie spowodowało, że wyeliminowałem wiele zbędnych czynności wykonywanych w pasiekach.

Jaka jest standardowa ilość rojów sezonowo w Pana pasiece? I czy zna Pan rekordową ilość rojów w sezonie oraz podczas jednego dnia jakie Pan osadził?

Ponieważ, obiecałem szczerze odpowiadać na Pana pytania podaję, także swoje ,,niechlubne” rekordy. Do tej pory roiło się średnio około 90% rodzin pszczelich w naszej pasiece. W tym roku po raz pierwszy wyroiły się wszystkie rodziny. W 2001 jednego dnia wyroiły się 34 rodziny, co do tej pory jest rekordem dnia. Wszystkie roje zebrałem nie wchodząc choćby na jeden szczebel drabiny i zasiedliłem jako nowe rodziny. Kiedy jeden z młodych pszczelarzy obejrzał mój film, zatelefonował i powiedział, że należy mi się tytuł mistrza Polski w zbieraniu roi. Podziękowałem.

Od czego zależą te zmienne?

Ilość rojów w sezonie zależy przede wszystkim od siły rodzin pszczelich, pożytków oraz pogody. Jeżeli pszczelarz będzie budował z wyprzedzeniem długie baraki lub wysokie wieżowce, a pszczoły w takich ulach będą bawiły się w chowanego, to tak prowadzone rodziny nie wyroją się, ale miodu i innych produktów pszczelich z nich będzie niewiele.

Dziękuję za rozmowę. Życzę zdrowia i wytrwałości w dalszym pszczelarzeniu.

Dziękuję za dociekliwe pytania i serdecznie pozdrawiam wszystkich pszczelarzy.

P.S. Od kwietnia 2008 do maja 2009 roku drukowany był w ,,Pszczelarzu Polskim” comiesięczny cykl moich artykułów zatytułowany ,,Rok w mojej pasiece” w których dość obszernie opisałem w jaki sposób prowadzę swoja pasiekę. Natomiast film, który można zamówić jest uzupełnieniem do napisanych tekstów, ponieważ nie zawsze to co się przeczyta, jest tak samo przekonywujące,jak to co można zobaczyć. Zachęcam do przeczytania w w/w prasie pszczelarskiej wspomnianych tekstów, oraz do przejrzenia mojej strony internetowej: www.rojpasieka.republika.pl. Zainteresowani pszczelarze będą mogli z tych publikacji skorzystać, aby więcej dowiedzieć się o mojej metodzie gospodarowania

Rozmawiał Jakub Jaroński

The post Wywiad z Panem Henrykiem Osiewalskim właścicielem pasieki Rój opartej o gospodarkę rojową first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>