Felieton | Wolne Pszczoły http://wolnepszczoly.netlify.app Stowarzyszenie Pszczelarstwa Naturalnego Wolne Pszczoły Thu, 30 Jan 2020 11:35:20 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.8.3 O co chodzi Wolnym Pszczołom? http://wolnepszczoly.netlify.app/o-co-chodzi-wolnym-pszczolom/ Thu, 30 Jan 2020 09:10:33 +0000 http://wolnepszczoly.netlify.app/?p=1999 Przegląd celów statutowych w formie pytań. Otwórzmy raz jeszcze debatę nad zdefiniowaniem PN. Nic nie możemy uznać za dogmat. Wciąż aktualizujmy swoje poglądy. Poszerzmy działalność na inne zbliżone owady. Przemyślmy i dopasujmy selekcję na odporność pszczoły miodnej do swoich możliwości. Zweryfikujmy stanowisko względem puli środków chemicznych. Popularyzujmy polski miód, ale może inaczej?

The post O co chodzi Wolnym Pszczołom? first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Streszczenie TL;DR 

Przegląd celów statutowych w formie pytań. Otwórzmy raz jeszcze debatę nad zdefiniowaniem PN. Nic nie możemy uznać za dogmat. Wciąż poszerzajmy wiedzę i aktualizujmy swoje poglądy. Zainteresujmy się też pozostałymi zapylaczami. Przemyślmy i dopasujmy selekcję na odporność pszczoły miodnej do swoich możliwości. Zweryfikujmy stanowisko względem puli środków chemicznych. Popularyzujmy polski miód, ale może inaczej?

W ostatnich miesiącach niewiele się dzieje na naszych łamach (czyli przede wszystkim stronach www), ale przecież nie bez przyczyny. Jako organizacja napotkaliśmy (by nie napisać: zderzyliśmy się z) przeszkodę w postaci większej ilości informacji i doświadczenia, które przyjęliśmy i musimy przetrawić. Otworzyło to przed naszymi oczami ogromną połać wiedzy, której jeszcze nie zaabsorbowaliśmy, nie oswoiliśmy. Narodziły się nowe pytania i wciąż nie mamy na nie odpowiedzi. Z jednej strony mamy nasze dotychczasowe plany ujęte regulaminem, który wciąż zachowuje aktualność, z drugiej strony silny spór między postawami „przeć naprzód”, a „zatrzymajmy się i przemyślmy to raz jeszcze”.

Poniżej raczej zadaję pytania, niż daję odpowiedzi. Pragnę zainspirować (nie tylko) członków Stowarzyszenia do ich poszukiwania. Wiosenny zjazd przed nami.

Przegląd celów statutowych

Zerknijmy do regulaminu i rozważmy, co też tam się znajduje. Może to też być przydatne dla osób, które głównie poprzez łącza internetowe śledzą nasze działania i utarczki, ewentualnie czasem z nami sympatyzują.

1) propagowanie zasad pszczelarstwa naturalnego, w tym także przez media;

Myślę, że sprawa wygląda klarownie i przejrzyście. Mamy forum specjalnie do tego powołane, aby dzielić włos na czworo i zastanawiać się, czym w rzeczywistości jest – lub powinno być – pszczelarstwo „naturalne”. Tak czy owak, jakie by ono nie było, jeżeli ktoś uważa, że je właśnie uprawia, to my stoimy po jego stronie. A w szczegółach się dogadamy, kiedy pojawi się wzajemna otwartość i zaufanie. Wymienimy się wówczas poglądami i może się wzajem czegoś nauczymy. Tak to sobie przynajmniej wyobrażam.

2) wspieranie pszczelarstwa naturalnego, w tym w szczególności bezramkowego, bezwęzowego, małokomórkowego;

Tutaj mamy doprecyzowanie skierowane w stronę definicji pszczelarstwa właśnie „naturalnego”, które wynikło z poprzednich dyskusji i ustaleń podjętych już lata temu. Uważam, że temat ten należy otworzyć (o ile został zamknięty) i w naszych forumowych debatach więcej uwagi poświęcić kwestiom puli metod, które uważamy za „pszczelarstwo naturalne”.

Postawmy sprawę jasno: pszczelarstwo w formie, jaką znamy współcześnie, jest formą rolnictwa. I reguły rolnictwa winny pszczelarstwem rządzić. Jeżeli pszczelarz uwagę swoją kieruje na liczenie słoików z miodem, które udało mu się wyprodukować (tzn. miód wyprodukowały pszczoły, ale produkt z całą otoczką, nadający się do sprzedaży, jest jego autorstwa), to nie jest on żadnym przyrodoznawcą, ani obrońcą środowiska naturalnego (dzikiego?), nie wspiera żadnego pszczelarstwa naturalnego – jego pasieką rządzi rachunek ekonomiczny. I nie ma w tym nic złego, to przecież fajna zabawa. Jeżeli zatem chcemy uczestniczyć w ewolucji metod pasiecznych, aby stały się bardziej przyjazne środowisku naturalnemu (dzikiemu?), powinniśmy uznać to za osobny i ważny wątek dyskusji o celach i metodach pszczelarstwa nowoczesnego, opartego o współczesne uwarunkowania rynkowe, społeczne i kulturowe. Na przykład nie możemy raz na zawsze uznać środków tzw. „twardej, ciężkiej chemii” za zło ostateczne, i skazać ich na wyparcie z naszej szlachetnej, „proekologicznej” świadomości, bo są be i koniec. Musimy wciąż być ich świadomi i rozwijać nasze poznanie czytając artykuły prasy naukowej, które się z ich tematem wiążą. Jeżeli Stowarzyszenie ma zajmować poważne stanowisko w tej sprawie, po pierwsze musi być ono dobrze podparte informacją – musimy o tym wiedzieć więcej od naszych potencjalnych adwersarzy. To samo dotyczy kwestii węzy małokomórkowej, ograniczenia lub unikania stosowania węzy, jakiej węzy, z jakiego źródła itp.

Żadnej tezy, czy to chwilowo „udowodnionej naukowo”, czy też przyklepanej dobrymi życzeniami „naturalsów”, nie możemy uznać raz na zawsze za dogmat.

Powinniśmy dokończyć naszą debatę w kwestii „niestandardowych” metod pasiecznych: nie stosowania ramek, używania uli typu kószka, kłoda, paka, ule snozowe oraz ich rozliczne mieszanki i warianty. Trzeba zdefiniować nowy podział wewnątrz puli metod i celów pszczelarskich – bo tego dotyczy właśnie stosowanie uli „niestandardowych”. Dzięki temu będziemy mogli zaproponować pszczelarzom-hobbystom, aby jeszcze raz przemyśleli, po co i dlaczego właściwie prowadzą swoją małą pasiekę. Może są w stanie, nie ryzykując nadmiernie, nie poświęcając się zbytnio, dołożyć małą, malutką cegiełkę do sprawy poprawy warunków środowiskowych w swojej okolicy? Ten temat zasługuje moim zdaniem na osobny tekst. Musimy mieć argumenty.

3) popularyzowanie zasad ochrony środowiska, a także bioróżnorodności, w tym zwłaszcza wśród owadów zapylających i w samym gatunku pszczoły miodnej;

Być może powinniśmy nieco przedefiniować nasze postawy, cele i metody. Nagromadzona w ostatnich latach wiedza wyświetla nam sprawy w taki oto sposób:

  • Pszczole miodnej jako takiej nic na świecie ani w Polsce nie grozi. Przybywa jej (w obu obszarach), a nie ubywa. Atakujące ją choroby nie przyczyniają się do trwałego spadku liczebności pszczelich gniazd w obszarach, w których podlegają mniej lub więcej ścisłej ewidencji – czyli w pasiekach.

  • Za to mamy pole, które rozważaliśmy dosyć rzadko, a nierzadko wcale: dzikie pszczoły, żyjące w dziuplach, dziurach i komyszach. Niektórzy przecież nawet uważają, że ich w ogóle już nie ma! Może powinniśmy więcej uwagi skierować na to zagadnienie, ustalić jakieś wspólne zdanie w tej materii?

  • Owady zapylające – temat, któremu dotychczas poświęcaliśmy mało uwagi. Nasze łamy (i strony) powinny się otworzyć na pasjonatów tego zagadnienia. Bo to te dzikie zapylacze, pszczoły samotnice, trzmiele, przeróżne muchy i muchówki, a nawet osy i szerszenie, tracą dziś najszybciej potencjalne siedliska i tereny lęgowe. Jeżeli w ogóle można odczuwać zagrożenie dla środowiska naturalnego w tak zmienionych przez człowieka obszarach jak pola i lasy Europy Środkowej (niektórzy myślą, że Wschodniej, a inni kompromisowo – Środkowo-Wschodniej), to raczej dotyczy to tych dzikich owadów o niejasnej przydatności dla gospodarki człowieka, niż dla dość dobrze usadowionych w naszym społeczeństwie pszczół miodnych. Jednocześnie nie od rzeczy byłoby wspomnieć, że także w gospodarce rolnej coraz większe znaczenie zyskują inne gatunki zapylaczy, np. pszczoły murarki, lub trzmiele.

  • Kwestie siedlisk dla dzikich owadów: co może pomóc, a co ma niewielkie, lub zgoła żadne znaczenie. Dostępność pokarmu i zagrożenia pochodzące od człowieka. Jak może pomóc rolnik, jak leśnik, a jak miejski pasjonat? Temat ten (jak i poprzedni powyżej) trudno wyczerpać w kilku zdaniach, a samo wspomnienie o nim na naszych łamach (i stronach) moim zdaniem znacząco podniesie wielu ludziom poziom świadomości o rzeczywistym stanie środowiska, naturalnego czy jakiegokolwiek innego, w którym mieszkamy.

W dyskusjach forumowych (i w okolicach) pojawiają się wątki, które przekonują mnie, że zarówno członkowie jak i sympatycy Stowarzyszenia czują oddanie sprawie ochrony środowiska. Pomimo, że nierzadko mają swoje własne wyobrażenie, z czym to się je. Czy jako Stowarzyszenie powinniśmy znaleźć jakiś konsens w tej materii? Jeżeli tak, najlepiej, gdyby była nim prawda, lub coś w jej okolicach.

4) wspieranie selekcji pszczoły odpornej na choroby i pasożyty, a zwłaszcza na roztocze Varroa destructor;

Moim zdaniem na tym polu osiągnęliśmy wiele, ale też wiele straciliśmy: pojawili się pszczelarze, którzy osiągnęli większy lub mniejszy, ale jednak, sukces w samodzielnej hodowli pszczół o większej zdolności przetrwania, bez konieczności stałego leczenia.

Okazało się jednak, że to wcale nie takie proste, jak się wydawało na początku: wiele warunków musi się zejść, aby mogło się udać, a nie każdy nimi dysponuje.

W tym samym czasie inni zachwiali się w tych usiłowaniach, lub doszli do wniosku, że to zbyt wielki dla nich ciężar. Innymi słowy: uznali, że nie do końca po to zajęli się pszczelarstwem i chcą wrócić do zajęć, które bardziej im się podobają. Hodowla pszczół bez leczenia moim zdaniem jest zabawą dla zaawansowanych. Raczej nie stanie się to powszechną propozycją dla zwykłych pszczelarzy – a zatem nie będzie miało szansy dużo zmienić. Ciężar, jaki nakłada na barki (poważne ryzyko utraty zaangażowanych pni plus logistyka, więcej pracy), jest zbyt wielki. Czy istnieje jakaś alternatywna propozycja? Mniej bohaterska, za to bliższa życiu szarego człowieka?

Moim zdaniem, jeżeli ktoś nie ma zamiaru utrzymywać dużej pasieki (w kontekście polskiej praktyki administracyjnej, czyli powyżej 80 pni, a w rzeczywistości odpowiednio licznej, zgodnie z lokalnymi warunkami), tak naprawdę niewiele mu przyjdzie z zabawy w selekcjonera. Oczywiście: jeżeli ma ochotę się bawić, kto mu zabroni? Może się uda? A może w swojej okolicy zna kilku takich zapaleńców i razem tworzą całkiem sporą pulę pni poddanych selekcji? Wtedy to może mieć dużo sensu. Ze wszech miar popieramy. Ale jeżeli woli ostrożnie i powolutku? Wówczas powinien od nas otrzymać jasny przekaz, konkretną propozycję:

  • po pierwsze spróbuj wychowywać własne matki, dobierane zawsze z najlepszych pni. Najlepszych według Twoich kryteriów, ale nasza propozycja brzmi: badaj porażenie roztoczem Varroa destructor i na tej podstawie promuj te rodziny, które wykazują się najmniejszą liczbą pasożytów. Naucz się rozpoznawać rodziny pełne wigoru i te właśnie promuj.

  • po drugie, jeżeli nie chcesz produkować własnych matek, już samo domaganie się pszczół hodowanych pod kątem odporności na choroby będzie miało wpływ na zawodowych hodowców i powielaczy matek pszczelich. Niewielki, ale zawsze.

  • po trzecie, jeżeli chcesz prowadzić poważną hodowlę w kierunku odporności, to nie zapomnij porządnie się dokształcić. Mamy kontakty z ludźmi, którzy się tym zajmują, zapytaj ich o zdanie. Bo to ciężka przeprawa, w której biorą udział także Twoje zwierzęta, a nie tylko Ty. I nigdzie nie jest powiedziane, że musi się udać. Ale masz nasze wsparcie, na ile to tylko możliwe w naszych warunkach.

    Innymi słowy: chwalimy każdą cegiełkę, jaką pszczelarz zechce dołożyć do tego budynku. Nawet najmniejszą.

5) popularyzowanie wśród pszczelarzy potrzeby odejścia od stałego wspomagania lekami chemicznymi pasiek;

Niektóre zagadnienia poruszyłem wyżej. Myślę, że nie ma powodu rezygnować z tego punktu, choć może warto by go przeredagować – ale to temat na dyskusję w gronie członków Stowarzyszenia. Z całą pewnością kwestia chemizacji pszczół (a zatem i miodu, co martwi wielu jego odbiorców, a przed innymi się to ukrywa) wciąż zajmuje poważne miejsce w naszych, i nie tylko naszych, rozważaniach. Jednak coraz lepiej widać, że jest to problem bardzo złożony, a hasło „po prostu nie lecz” nie stanowi interesującej propozycji dla pszczelarzy. Jeżeli mamy być pragmatyczni, co możemy zatem zaoferować w zamian?

Moim zdaniem powinniśmy zająć jasne stanowisko względem metod z puli tak zwanego „pszczelarstwa naturalnego”. Naszym zadaniem ma być danie pszczelarzom wyboru: decyzja ma należeć do nich. A my w ramach naszego potencjału i osobistych zainteresowań możemy propagować stosowanie środków, które o ile wciąż są szkodliwe i niosą ryzyko zarówno dla pszczół jak i pszczelarza, to przecież praktycznie żadne dla klienta na nasze miody – a to już moim zdaniem stanowi poważny (powtarzam: poważny) krok naprzód w debacie i w praktyce. Z całej grupy ryzyk eliminujemy jedno, nie wpływając istotnie na pozostałe – całkiem nieźle. O jedno ryzyko mniej. W tym samym czasie nie zapominamy, że jest to tylko jeden z sześciu celów, jakie Stowarzyszenie przed sobą postawiło.

6) popularyzowanie polskiego miodu i innych produktów pszczelich, zwłaszcza pochodzących z pasiek nieskażonych przez chemiczne metody leczenia chorób pszczelich.

To chyba oczywiste: swoje chwalimy, cudzego nie znamy. Dajemy potencjalnym klientom wybór, jaki produkt chcą nabyć. I to na poziomie bardziej merytorycznym, niż po prostu sprzedawanie „stylu życia”, jaki kryje się za miodem, woskiem, pyłkiem i propolisem.

Właściwie to popierałbym pójście pod prąd „głównego nurtu” propagowania produktów pszczelich:

  • Miód kiedyś, owszem, w dawnych czasach, mógł być uznany za eliksir zdrowia. Ludziom groziła śmierć głodowa, trzeba się było urodzić w naprawdę bogatej rodzinie, aby zetknąć się z groźbą otyłości i płynących z niej konsekwencji. Ciało chronicznie niedożywione rzeczywiście mogło odczuwać niemal natychmiastowy przypływ energii po łyknięciu takiej bomby z cukrów prostych i witamin, a po kilku tygodniach regularnego zażywania łyżki miodu dziennie mogło pozbyć się różnorakich dolegliwości. Dziś z pewnością nie będzie to miało miejsca: jesteśmy bardzo dobrze odżywieni, zdrowi, a czasem nawet wysportowani. Naszym problemem jest raczej nadmiar nagromadzonej energii (w postaci tkanki tłuszczowej), niż jej brak. W rzeczywistości miodu już nie potrzebujemy. Stał się towarem luksusowym, smaczniejszym słodzikiem (kwestia gustu), elegancką przyprawą, zaprawą, ewentualnie objawem zamożności. Odsetka zainteresowanych klientów ciągle maleje z powodu rosnącej w społeczeństwie popularności różnych alergii.

  • Podobnie rzeczy się mają z pyłkiem.

  • Propolis wciąż dobrze się trzyma jako uniwersalny, łagodny antyseptyk o szerokim spektrum działania. Kto miał problem z grzybicą, źle gojącą się raną, ten potwierdzi, że czasem łatwiej zastosować propolis, niż biegać po lekarzach i gromadzić przeróżne substancje, które mają zaradzić każda innemu problemowi, lub skutkom ubocznym po zwalczaniu problemów.

  • Jeżeli chodzi o zastosowania dla wosku, to współczesne syntetyki pełnią jego rolę co najmniej tak samo dobrze – z zastrzeżeniem podobnym, co dla propolisu. Jednak świeczka z wosku pszczelego to raczej szpan niż rzeczywista potrzeba. Kto zresztą dziś używa stale świeczek? Luksusowe i domowego wyrobu kosmetyki to wciąż rodząca się gałąź gospodarki, dla której polskiego wosku i tak zawsze będzie za mało – wymogi hobbystów co do jego czystości, „organiczności” i „naturalności” są dla polskich pszczelarzy używających powszechnie amitrazy zbyt surowe. Trzeba będzie i tak importować z Afryki.

Czyli pszczelarstwo współczesne znajduje się na rozdrożu. Ratuje je wysoka stopa życiowa społeczeństwa, gdzie wielu może sobie pozwolić na słodzenie miodem zamiast cukrem, ewentualnie uprawianie tzw. „zdrowego trybu życia”, czyli np. mycie podłóg octem zamiast chemią domową oraz uprawianie innych tego typu „dziwactw”. Jak w tym powinny się znaleźć Wolne Pszczoły?

No właśnie tak. Powinniśmy propagować „zdrowe” metody pszczelarskie, ale jednocześnie nie unikać prawdy, która wciąż się zmienia (niestety), bo zależy od ostatnich osiągnięć naukowych.

Jednocześnie powinniśmy stać się ofertą dla wschodzącej grupy pszczelarzy nowego typu. Dla nich sukces nie mierzy się wyłącznie tonami zebranego miodu, choć ten przecież również jest ważny. Ale pasjonuje ich proces chowu (a czasem i hodowli) pszczół we wszystkich jego aspektach, od stolarki pasiecznej, po zaawansowane problemy genetyczne. To już nie tylko odpowiedniki wędkarzy, dla których liczy się wyłącznie „taaakaa ryybaa”, ale też tacy, którym chodzi po prostu o spędzenie chwili na świeżym powietrzu. To także tacy akwaryści poświęcający czas na upiększanie akwariów, krzyżowanie swojego przychówku, wynalazki techniczne… To pszczelarze, którzy chcą uprawiać swoje hobby w niecodziennych miejscach i na swoich warunkach. To pasjonaci, ale bardziej w typie hobbystów niż rolników.

Czyli wciąż powinniśmy aktualizować swój pogląd i nie obawiać się, że w jakiś sposób zaszkodzi to misji Stowarzyszenia. Nie ma powodu przekonywać innych, aby podejmowali decyzje, których przy odpowiednim poziomie wykształcenia nigdy by nie podjęli – przeciwnie, powinniśmy uświadamiać, że niektóre pomysły są ciekawe, interesujące, ale jednocześnie czasem ryzykowne? Być może założone cele niemożliwe do realizacji. Co z tego? Przecież nie o to chodzi, by złowić króliczka. Ostatecznie chodzi nam o to, aby się dobrze bawić, a przy okazji uczynić coś pożytecznego dla innych.

Krzysztof Smirnow (aktualny Przedstawiciel Stowarzyszenia PN Wolne Pszczoły)

The post O co chodzi Wolnym Pszczołom? first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Kilka moich refleksji na temat Pszczelarstwa „Naturalnego”. http://wolnepszczoly.netlify.app/kilka-moich-refleksji-na-temat-pszczelarstwa-naturalnego/ Mon, 30 Sep 2019 07:06:41 +0000 http://wolnepszczoly.netlify.app/?p=1846 W angielskojęzycznych (przyp. tłum) zasobach internetu znaleźć można mnóstwo informacji na temat pszczelarstwa "naturalnego" lub "zrównoważonego". Chociaż inni mogą mieć odmienne zdanie, to na potrzeby mojej strony przyjąłem, że te dwie nazwy dotyczą tego samego. Entuzjaści wyżej wymienionego pszczelarstwa, chów pszczół w standardowych ulach, nazywają pszczelarstwem "konwencjonalnym". Dla wygody czytelnika będę więc odnosił się do tego podziału, tak jak rozumieją go jego zwolennicy, chociaż zaznaczam, że nie zgadzam się z tym rozróżnieniem.

The post Kilka moich refleksji na temat Pszczelarstwa „Naturalnego”. first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Streszczenie TL;DR:

Roger Patterson nie zgadza się z podziałem na pszczelarstwo naturalne i konwencjonalne.  Minimalizowanie interwencji często nie jest, według niego, najlepszym rozwiązaniem hodowli pszczół. Selekcja na kilku rodzinach nie jest możliwa. Sugeruje wymianę matek na te z odporniejszej populacji w miejsce doprowadzania do swobodnego rojenia się pszczół i upadku porażonych kilka lat nieleczonych rodzin. Gospodarka bezwęzowa w ulach bezramkowych jest ciekawą alternatywą. Poglądy wewnątrz środowiska PN są zróżnicowane i nierzadko sprzeczne, ale pod pewnymi warunkami różnorodność poglądów sprzyja rozwojowi pszczelarstwa. Według niego, skupianie się na radykalizmie w niesłusznym dyskredytowaniu pszczelarstwa konwencjonalnego nie jest dobrym rozwiązaniem. Lepiej zacząć pszczelarzenie od sprawdzonych metod konwencjonalnych.

 

Roger Patterson

Tekst pochodzi ze strony: http://www.dave-cushman.net/bee/naturalbeekeeping.html. Przetłumaczony i opublikowany za zgodą autora i dysponenta praw autorskich.

Od tłumacza:
Roger Patterson jest pszczelarzem od 1963 roku. Pochodzi z hrabstwa West Sussex położonego w południowo-wschodniej Anglii. Jest przewodniczącym Wisborough Green Division, które jest lokalnym stowarzyszeniem związku pszczelarzy w West Sussex. Napisał książkę „Beekeeping – A Practical Guide” (Pszczelarstwo – praktyczny przewodnik). Jako praktyczny pszczelarz koncentruje się na podstawach pszczelarzenia w których ceni proste rozwiązania. Prowadzi, znaną w światku pszczelarskim, stronę internetową, którą stworzył nieżyjący już dziś pszczelarz Dave Cushman. Poniższy artykuł pochodzi właśnie z tej strony.

W zasobach internetu (angielskojęzycznych: przyp. tłum) znaleźć można mnóstwo informacji na temat pszczelarstwa “naturalnego” lub “zrównoważonego”. Chociaż inni mogą mieć odmienne zdanie, to na potrzeby mojej strony przyjąłem, że te dwie nazwy dotyczą tego samego. Entuzjaści wyżej wymienionego pszczelarstwa, chów pszczół w standardowych ulach, nazywają pszczelarstwem “konwencjonalnym”. Dla wygody czytelnika będę więc odnosił się do tego podziału, tak jak rozumieją go jego zwolennicy, chociaż zaznaczam, że nie zgadzam się z tym rozróżnieniem.

Wśród pszczelarzy “naturalnych” istnieje duża różnorodność poglądów, ale da się znaleźć w nich pewne wspólne stanowiska. Należą do nich:

  • Niechęć do stosowania środków chemicznych
  • Przyzwolenie na śmierć chorych rodzin pszczelich
  • “Troska” o pszczoły
  • Próba zrozumienia pszczół

Jako wieloletni tradycyjny pszczelarz również zgadzam się z tymi poglądami i nie spieram się z żadnym z nich, chociaż mogę je wprowadzać w życie na różne sposoby. Na przykład uważam, że pszczoły nie są tak mocne jak wtedy, gdy zacząłem zajmować się pszczelarstwem. Wynika to głównie z powodu importu nieprzystosowanych ras pszczół, a następnie ich rozpieszczania z życzliwości wobec pszczół. Pomimo, że mogłyby być one poddane selekcji naturalnej, przez zostawienie ich samych sobie, wolałbym wymienić w nich matki na coś z odporniejszego pogłowia. Jest to zasadniczo odmienne postępowanie od prostego przyzwalania na ich umieranie z powodu warrozy i związanych z nią wirusów, a także nieprzydatności do naszych warunków. Istnieją wszak też inne poglądy z którym już zdecydowanie się nie zgadzam. Oto one.

Minimalizowanie interwencji.

Twierdzi się częstokroć, że otwarcie ula szkodzi pszczołom, więc należy tego unikać jak tylko można. Odpowiada to mniej więcej metodzie typu “zostaw w spokoju”, którą dawniej stosowało wielu pszczelarzy. W tamtych czasach jednak duża część pszczelarzy pracowała na roli w zgodzie ze zwierzętami i naturą, którą zwykle czujnie obserwowano. Pszczelarze wraz z ich rodzinami byli na tyle czasowo dyspozycyjni, żeby poradzić sobie nastrojem rojowym, co stanowiło wtedy ich główny problem. Obecnie jednak mamy problem warrozy i moim zdaniem, wymaga to systematycznego monitorowania i leczenia. Pszczelarzowi z 2-3 ulami bardzo trudno jest hodować pszczoły na odporność. Po prostu to zbyt mała ilość pni.

Widziałem wiele dzikich rodzin na granicy upadku. Gdyby znajdowały się w ulu i zostały wyleczone, a tym samym uratowane, to później można by im wymienić matkę, na taką z bardziej odpornej linii. Swoją drogą leczenie może też odbywać się niechemicznymi środkami. Osobiście uważam, że obserwacja pszczół podczas przeglądów, wiele mnie nauczyła, w kwestii prawidłowego odczytywania zachowania się rodziny. Nie mógłbym tego dokonać bez inspekcji ula. Inna sprawa to występowanie chorób podlegających obowiązkowi zgłoszenia. Czy możliwe byłoby ich wykrycie, bez dokonywania przeglądów?

Zgoda na swobodne rojenie.

Moim zdaniem jest to rażąco nieodpowiedzialne postępowanie, zwłaszcza w obszarze miejskim. Wielu zwykłych ludzi po prostu boi się pszczół. Rójka lądująca w ich ogrodzie lub mieszkająca w ich domu, to sytuacja kłopotliwa. W sytuacji kiedy pszczoły się osiedlą na dobre, to nie oznacza wcale, że nie wyroją się po raz kolejny. A nawet jeśli wymrą, co się stanie prawdopodobne po maksymalnie 3-4 latach (w Polsce raczej krócej: przyp. tłum.), to zamieszka tam kolejny rój, co już oznacza kłopot permanentny. Chcę jednak napisać, że rozumiem i szanuję powody, dla których dopuszcza się się do rojenia. Jeśli są ku temu możliwości, aby stosunkowo łatwo te rójki wyłapać, tak jak w czasach kószek, to myślę, że jest to dobry sposób na powęszenie stanu pasieki. Dodatkowo roje są zazwyczaj nieco mniej porażone przez warrozę. Pomimo to, jeżeli nie jest to teren wiejski, a pszczoły nie są pod kontrolą, jestem temu przeciwny. Myślę, że warto zwrócić też uwagę, że niektórzy konwencjonalni pszczelarze, którzy potępiają to podejście, sami nie są wystarczająco ostrożni w zapobieganiu własnym rójkom.

Brak węzy

W pszczelarstwie „naturalnym” istnieją różne metody i różne opinie na temat węzy, ale co do zasady odchodzi się od węzy, a miód pozyskuje się przez wyciskanie (prasowanie: przyp. tłum) plastrów. „Naturalni” stosują wiele różnych uli. Są wśród nich stojaki i leżaki. Do najbardziej popularnych należą ule bezramkowe: trapezowy snozowy TBH oraz Warre. Istnieją sposoby na zagwarantowanie, że matki nie będą czerwiły w pewnych plastrach, bez użycia fizycznych barier takich jak kraty odgrodowe. Niektórzy “nowocześni” pszczelarze są przeciwnikami pobierania miodu z przeczerwionych plastrów, ale osobiście w tym problemu nie widzę.

Różnice

Nie ma zgodności wśród „naturalnych” co do zagadnienia karmienia. Część się na to zgadza, a część nie. Podobnie w przypadku leczenia środkami warrobójczymi: niektórzy używają tymolu, inni wręcz przeciwnie. W pszczelarstwie “naturalnym” da się zaobserwować podobną ilość różnych poglądów, co w pszczelarstwie konwencjonalnym. Występowanie zróżnicowanych opinii jest generalnie dla pszczelarstwa pożyteczne i nie widzę przeszkód, aby trwało dalej. Pod warunkiem jednak, że różnice te wynikają z doświadczenia i nie są obarczone wzajemnymi uprzedzeniami.

Ruch pszczelarstwa „naturalnego” jest całkiem prężny i szeroki. Można zaryzykować tezę, że rośnie. Podobnie zresztą jak pszczelarstwo konwencjonalne. Rozumiem i pochwalam bazowe idee tego ruchu, ale niestety wielu pszczelarzy “naturalnych”, próbując udowodnić swój punkt widzenia, a używając przy tym niedokładnych argumentów, zdaje się, że pragnie pozostałym zohydzić ich odmienne sposoby na chów pszczół. To się dzieje nawet w gronie samych „naturalnych”. To oczywiście nie zwiedzie doświadczonego i kompetentnego fachowca, ale może wpłynąć na początkujących, którzy mogą być zbyt łatwowierni w to, co usłyszą lub przeczytają. W rzeczy samej, taki jest ich cel. Rozmawiałem z wieloma osobami, którzy zaczęli zajmować się pszczelarstwem “naturalnym” na podstawie tego, co jest “złe” w pszczelarstwie konwencjonalnym, choć nawet go nie spróbowali. To fakt, że są tacy, którzy wsłuchują się też w inne argumenty, ale pozostali mają już tak wyprane mózgi, że po prostu słuchać nie chcą.

Aby ustosunkować się do nieprawdziwych komentarzy, podaję kilka przykładów, które wyczytałem ze stron internetowych, traktujących o pszczelarstwie “naturalnym”.

“Większość nowoczesnego pszczelarstwa, podobnie jak intensywnego rolnictwa, jest nastawiona na maksymalną produkcję”.

Moja odpowiedź: Przeciętny pszczelarz w Anglii i Walii w 2014 roku utrzymywał statystycznie 4,5 rodziny pszczelej, z których zdecydowana większość posiadała tylko 2-3. Większość pszczelarzy, których znam, bardziej interesuje się głównie samymi pszczołami i zależy im tylko na kilku słoikach miodu dla rodziny.

“Zwolennicy pszczelarstwa <naturalnego> uważają, że lepsza regulacja poziomu warrozy oraz zdrowsze i szczęśliwsze pszczoły, są rezultatem ich podejścia minimalizującego interwencje w ul (hand-off beekeeping), a stres, jaki wywierają pszczelarze na pszczołach w ulach, może być zrekompensowany jedynie przez pszczelarzy, którzy są gotowi na to, aby na pierwszym miejscu postawić potrzeby pszczół”.

Moja odpowiedź. Dręcz pszczeli jest problemem na całym świecie i to on lub wirusy, których jest wektorem, powoduje stres w rodzinach. Widziałem wiele rodzin z ciężkimi porażeniem tym pasożytem, które były na granicy zapaści, z powodu tego, że to pszczelarz nie poradził sobie z tym problemem. Na kilka miesięcy przed napisaniem tego tekstu zobaczyłem rodzinę, która nie była leczona na warrozę od 3 lat. Była tam ogromna liczba pszczół ze zdeformowanymi skrzydłami czołgająca się po ziemi przed ulem, gdzie zostały wyrzucone z rodziny na śmierć głodową. Czy to jest właśnie troska o pszczoły? Nie jestem zwolennikiem stosowania agresywnych środków chemicznych, ale nie rozumiem, jak podejście polegające na braku interwencji zmniejszy porażenie pasożyta do poziomu, który nie powoduje stresu dla rodziny. Istnieje wiele technik niechemicznych, które pozwalają usunąć odpowiednią ilość warrozy. Jednym ze sposobów redukcji warrozy stosowanej przez pszczelarzy “naturalnych” jest metoda obsypywania cukrem pudrem. Należy ją jednak powtarzać regularnie, a podejrzewam, że także niemało stresuje pszczoły.

Jak powszechnie wiadomo, trutnie, które zostały upośledzone przez warrozę, mają znacznie niższą liczbę plemników. Może to być jedną z przyczyn słabej wydajności matek, co jest aktualnie problemem. Dlatego im niższy utrzymujemy poziom warrozy w rodzinie, tym lepiej.

Jak można twierdzić, że pszczoły są szczęśliwe bez robienia im inspekcji?

“Wszystkie z 30 zimowanych rodzin przeżyły”.

Moja odpowiedź. To identyczny wynik jak mój i terenu mojego lokalnego BKA (lokalne stowarzyszenie pszczelarzy, odpowiednik polskiego koła pszczelarskiego) zimą 2012/2013 i 2013/2014 roku. Zazimowaliśmy wtedy łącznie ponad 60 rodzin. Nie pasuje to do tez “naturalnego” prelegenta, którego kiedyś słyszałem, a który twierdził, że straty zimowe są znacznie wyższe u “naturalnych”.

Część stron internetowych i forów dyskusyjnych obarczona jest podobnymi nieporozumieniami i ciągłym zohydzaniem pszczelarstwa konwencjonalnego. Aby być sprawiedliwym muszę dodać, że jest też wielu konwencjonalnych pszczelarzy, którzy nie tolerują “naturalnego” pszczelarstwa i jestem pewien, że w wielu przypadkach niewiele o nim wiedzą, a prawdopodobnie nigdy nie próbowali zrozumieć sposobu myślenia “naturalnych”. Odbyłem kilka bardzo konstruktywnych i przyjemnych rozmów z pszczelarzami, którzy uważają się za “naturalnych”. Ci bardziej racjonalni są w rzeczywistości bardzo kompetentni i robią rzeczy (lub nie robią) w oparciu o wiedzę, doświadczenie i zdrowy rozsądek. Próbowałem również prowadzić dyskusje z innymi, których radykalne poglądy są po prostu “wycięte i wklejone” z innych miejsc.

Podsumowując jest zbyt wiele nietolerancji w pszczelarstwie po każdej ze stron, a czasami stanowcze poglądy na sprawy wynikają z niewiedzy. Moim zdaniem do opinii innych ludzi powinno się odnosić się z takim samym szacunkiem jak do pszczół. W ciągu ponad 50 lat mojego pszczelarzenia widziałem wiele różnych metod stosowanych przez wiele różnych osób. Nie zgadzałem się z niektórymi z nich i czasami musiałem to przyznać, ale starałem się to rozsądnie uzasadnić. Z mojego doświadczenia wynika, że potrzebny jest system, w którym wszystko, co robisz, pasuje do Ciebie, ale z wystarczającą elastycznością, aby zmieniać go w zależności od okoliczności.

Przyjrzyjmy się słowu “naturalny”. Jeśli chodzi o pszczelarstwo, to myślę, że powinno to oznaczać: bez interwencji człowieka. A to oznacza rodzime pszczoły gniazdujące w naturalnych siedliskach i „pasące się” na naturalnych terenach. W naszym przypadku Wielkiej Brytanii i Irlandii, odpowiada to pszczołom Apis mellifera mellifera, gniazdującym w wydrążonych drzewach i nie żerujących na obszarach upraw rolnych. Dosyć trudne do osiągnięcia! Praktycznie każda brytyjska strona internetowa o pszczelarstwie „naturalnym”, którą ostatnio sprawdziłem, jest ilustrowana zdjęciami pszczół, które mają żółte odwłoki. AMM nie mają żadnych żółtych pasków, a więc automatycznie obecność tych pszczół tutaj nie jest czymś naturalnym. W innych rejonach świata, gdzie pszczoła miodna nie jest autochtoniczna, żaden rodzaj pszczelarstwa nie jest naturalny. Jedna z “naturalnych” stron internetowych przyznaje, że już sama nazwa “Pszczelarstwo Naturalne” jest dosyć problematyczna, ponieważ chów pszczół nigdy nie jest tak naprawdę naturalny. Zdejmowałem setki rojów pszczół miodnych z drzew i budynków. Obawiam się, że wiele z tego co widziałem, nie jest za bardzo zbliżone do tego, co przeczytałem o “naturalnym” chowie pszczół. Zapraszam na moją stronę pod tym linkiem (http://www.dave-cushman.net/bee/natbeenest.html), aby przeczytać o naturalnym gnieździe pszczół.

Aby zgromadzić więcej informacji, niż dotąd miałem okazję poznać, przeszukałem sieć i przeczytałem praktycznie wszystko, co nie jest kopią czegoś innego, gdyż podobnie jak w przypadku wielu rzeczy w pszczelarstwie, jest cała masa powtórzeń. Jest kilka aspektów, które jak podejrzewam, wprawiają w zakłopotanie ruch “naturalny”, ale sądzę, że większość informacji przekazanych z pasją, których czytanie sprawiało mi przyjemność, jest przemyślana i poczuwająca – tak jak powinno być w pszczelarstwie. Takie przesłanie jest znacznie lepsze niż “natarczywy” i ofensywny przekaz tych, którzy zdają się uważać, że zamiast przekonywać do swoich racji, skuteczniejsze jest dyskredytowanie innych metod. Znalazłem nawet aroganckie stwierdzenie, że „to my jesteśmy strażnikami pszczół“, tak jakby inni już nie byli!

Chociaż sam nie próbowałem pszczelarstwa “naturalnego”, to zajmowałem się pszczołami utrzymywanymi tym sposobem. Są techniczne różnice przy ich obsłudze, ale przy odrobinie zdrowego rozsądku można się tego szybko nauczyć. Wydaje mi się jednak, że jeśli ktoś pragnie zostać „naturalnym”, to lepiej zacząć od pszczelarzenia w ulach konwencjonalnych, a dopiero później wprowadzać zmiany. Zwłaszcza, że można gospodarzyć na dwa różne sposoby jednocześnie. Taką metodą sam sprawdzisz najlepiej, które opinie są poprawne, a które nie. Znam kilka osób, które tak zrobiły, choć w większości przypadków porzuciły zmianę po próbach. Być może dlatego, że nie dość obserwowali i nie w pełni zrozumieli fenomen rodziny pszczelej. Wciąż jednak mogą gospodarzyć w ulach konwencjonalnych i być troskliwymi pszczelarzami.

Sam, jako dobrze funkcjonujący “konwencjonalny” pszczelarz widzę pewne korzyści z podejścia „naturalnego”. Bezdyskusyjną korzyścią jest fakt, że wszystkie ule TBH mogą być wykonane z drewna odpadowego bez żadnych dodatkowych kosztów według własnego projektu. Jestem człowiekiem praktycznym, sam produkuje ule więc argument ten trafia do mnie bardzo dobrze. Podoba mi się też pomysł braku węzy, aby pszczoły budowały to co same chcą oraz wyciskania miodu z regularnie odnawianych plastrów. Myślę, że te punkty są dobre.

Podsumowując, nie mam problemu z pszczelarstwem „naturalnym”, ani z większością tych, którzy go wspierają. Nie mam potrzeby, go zohydzać tylko dlatego, że jest to inny sposób osiągnięcia tego samego, co robię sam. Chciałbym tylko, aby ta mniejszość, mocna głównie w gębie, kiedy próbuje przekazywać swoje przesłanie w oparciu o rażące nieścisłości, nie zohydzała sposobu, jaki sam wybrałem na chów pszczół. Moim zdaniem wiele elementów pszczelarstwa “naturalnego” i tak sam stosuję, więc dlaczegóż to mam być postrzegany jako “nienaturalny”? Jeśli to, co robię, nie jest naturalne, to nie jest również to, co robią „naturalni”, stąd używam tego słowa w cudzysłowie w tym tekście.

Jeśli tylko pszczelarz rozumie, szanuje i troszczy się o swoje pszczoły, to nie obchodzi mnie jaką metodę przyjął.

Roger Patterson
tłumaczył: Jakub Jaroński

The post Kilka moich refleksji na temat Pszczelarstwa „Naturalnego”. first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Felieton: Wielebniejsi od Wielebnych http://wolnepszczoly.netlify.app/felieton-wielebniejsi-od-wielebnych/ Tue, 23 Jan 2018 16:52:13 +0000 http://wolnepszczoly.netlify.app/?p=1630 Tytuł felietonu odnosi się do sarkastycznego epitetu „Wielebni z Arizony”. Określenia tego użyto wobec grupy propagatorów pszczelarstwa z USA, którego szczególnymi cechami są nieleczenie pasiek środkami parazytobójczymi i biobójczymi. W wąskim rozumieniu takie pszczelarstwo nazwa się w języku angielskim treatment free (a w dyskusjach internetowych używa się skrótu TF). Część jego zwolenników, zwłaszcza hobbystów, łączy […]

The post Felieton: Wielebniejsi od Wielebnych first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>
Tytuł felietonu odnosi się do sarkastycznego epitetu „Wielebni z Arizony”. Określenia tego użyto wobec grupy propagatorów pszczelarstwa z USA, którego szczególnymi cechami są nieleczenie pasiek środkami parazytobójczymi i biobójczymi. W wąskim rozumieniu takie pszczelarstwo nazwa się w języku angielskim treatment free (a w dyskusjach internetowych używa się skrótu TF). Część jego zwolenników, zwłaszcza hobbystów, łączy go z tzw. pszczelarstwem „naturalnym”, ale nie jest to wcale konieczne ani najbardziej powszechne. Niewątpliwie jednak „Wielebni” mają sukcesy w praktykowaniu pszczelarstwa bez leczenia.

Pszczelarstwo „naturalne” w skrócie PN (z którym to określeniem, przyznam się, nie sympatyzuję), polega w uproszczeniu na tym, że pszczelarz stara się tak prowadzić gospodarkę pasieczną, aby pszczoły żyły w ulach na zasadach chociaż częściowo zbliżonych do występujących w dzikich siedliskach. Pszczoły nie powinny służyć tylko maksymalizacji produkcji miodu, czy innych produktów pszczelich oraz matek, odkładów. Dzieje się to bowiem kosztem utraty pewnej części ich zdrowia, co z kolei wzmaga potrzebę dalszych ingerencji i zwiększania liczby zabiegów leczniczych. Część pszczelarzy „naturalnych” dopuszcza jednak używanie specjalnych leków parazytobójczych i biobójczych w celu ratowania zasiedlonych uli od upadku. Leki te nazywane są organicznymi, pochodzenia „naturalnego”, lub „ekologicznymi”. Nie skupiam się teraz na tym czy wszystkie te określenia są zasadne czy nie.

Wielebny ;)
Wielebny 😉

Gospodarka „naturalna” nigdy nie powinna iść w poprzek dobrostanu pszczół, a jej techniki manipulowania pszczołami powinny być używane tylko do tego stopnia, aby ten dobrostan się nie zmniejszał. Problem powstaje przy próbie ustalenia, gdzie dokładnie kończy się ta część pszczelarska, czyli gospodarska, a zaczyna to, co nazywamy dobrostanem pszczół. Czy pszczoły osadzone celowo w ulach mamy traktować jak całkowicie dzikie stworzenia, czy jednak jak zadomowione lub gospodarskie zwierzęta? Czy jesteśmy odpowiedzialni, za życie pszczół przetrzymywanych w naszych ulach?

Sprawy te w pszczelarstwie TF i PN są subiektywne, kontrowersyjne i zindywidualizowane. Spory dotyczą często zasad dopuszczających granicę manipulowania i ingerowania w pszczoły. Do ich szczególnych przypadków należy ocena motywacji podejmującego działanie pszczelarza. Co innego, jeśli ktoś coś robi, bo „chce”, a co innego, jeżeli „może” lub „musi”. Są to sprawy bardzo niuansowe, bo dotykające osobistych spraw pszczelarza i kwestii zasad ideologicznych. Dwie skrajnie przeciwne postawy dotyczą kwestii agonii zasiedlonych uli. Jedna strona twierdzi, że w imię idei należy pozwalać i biernie się przyglądać, jak upadają zgromadzone na pasiece pszczoły, nawet w 100%. Jest to pewien rodzaj kultu selekcji „naturalnej”. Po przeciwnej, skrajnej stronie tej osi poglądów, uważa się za całkowicie nierozsądne i nieetyczne bierne przyglądanie się upadkowi uli, gdyż pszczelarz jest opiekunem swoich pszczół, które osadził tam celowo. Według tych poglądów jest jakoś odpowiedzialny za podtrzymywanie życia pszczół w ulu. Pomiędzy tymi skrajnościami możemy sobie wyobrazić całe spektrum różnych poglądów. Kwestie te są więc idealną pożywką dla sporów w ramach ideologii PN lub TF.

Zazwyczaj (ale też niekoniecznie) inne zasady postępowania dopuszcza się dla już stabilnej pasieki z pszczołami, na których możemy bez trudu z sukcesem gospodarować wedle zasad PN lub TF. A inne są zasady na etapie dochodzenia do PN czy TF z pszczołami, które nie mają takich zdolności, by temu podołać. W tym drugim przypadku można sobie pozwolić na odstępstwa, zasady są bardziej miękkie, mniej radykalne. Choć przecież i tak nie ma pewności, że w ogóle kiedyś uda się dojść do tej radykalnej wersji, to jednak walka i nadzieja trwa. Czerpiąc informacje od Wielebnych nie należy jednak zapominać, że gdzieś na drugiej półkuli świata, w globalnym przepływie informacji, są ludzie, którzy mogą mieć inne warunki w dochodzeniu do PN i TF. Można wybaczyć znanym propagatorom, że nie zawsze o tym informują. W końcu przecież trudno aby byli idealni. Przedstawiają warunki, jakie znają, prawdopodobnie licząc na rozsądek (lub może jego brak) naśladowców.

Jednym z takich kontrowersyjnych zagadnień jest kwestia podkarmiania pszczół. Można, czy nie można? A jak można, to kiedy i czym? Często dyskusje są gorące. Wedle najbardziej radykalnej strategii nie podkarmiamy w ogóle. Wówczas, jeżeli pszczoły sobie nie mogą nazbierać wystarczająco dużo, to najwyżej muszą głodować, albo nawet przenieść się do „krainy wiecznych pożytków”. Bez względu na to, czy ucierpi na tym interes i emocje pszczelarza. Jeżeli jednak podkarmianie dopuszczamy, to wtedy pojawiają się zagadnienia: kiedy, czym i jak? Pszczoły zbierają wodę, nektar, spadź i pyłek. Z tego produkują dla siebie pokarm pochodzenia zwierzęcego: mleczko, pierzgę i miód. Człowiek podkarmia je też substytutami. Dlaczego? Pierwotna przyczyna jest taka, że są tańsze niż produkty pszczele. Taki jest tego powód zazwyczaj, choć też niekoniecznie. Można by karmić tylko produktami pszczelimi, często kupionymi w sklepie, najczęściej zresztą zabranym pszczołom leczonym akarcycydami, a to przecież pszczelarze PN i TF krytykują. Tu akurat są jednomyślnie zgodni. Czy w zamian możemy karmić jednak substytutami czyli paszami? Sprawy te wzbudzają kontrowersje. Wydaje się, że w tym chaosie możliwości i różnych opinii moglibyśmy błądzić jak dzieci we mgle. Całe szczęście niektórzy z Wielebnych zostawili nam rady, kiedy i jak możemy karmić.

Oto wskazówki od Salomona Parkera. W zasadzie radykalnego pszczelarza TF, który jeździ z wykładami tytułując je: „Pozwólmy im umierać”, mając na myśli pszczoły. Nie mam jednak pewności, czy jest pszczelarzem „naturalnym”, skoro stosuje węzę jako standardową praktykę. W dodatku niekoniecznie ze swojego wosku. Uważa, że strach wśród wielu „naturalnych” przed węzą od pszczół leczonych jest przesadzony. Zresztą też nie przepada za określeniem PN. Salomon Parker jest uczniem najwielebniejszej z Wielebnych, najstarszej stażem, czyli Dee Lusby.

„Karmienie jest ogólnie uważane za “leczenie przeciw głodowi” lub co najmniej nienaturalny sposób wywoływania czegoś u pszczół czego normalnie by nie robiły. Jednakże, ponieważ wielu pszczelarzy początkujących będzie pracować z pszczołami, które nie są jeszcze przystosowane do ich obszaru i mogą nie mieć wystarczającej ilości zapasów ze względu na warunki poza ich kontrolą, czasami rozmawiamy o karmieniu. Powinno się to odbywać jedynie jako środek nadzwyczajny, a nigdy jako standardowa praktyka.
W karmieniu dopuszczamy:
Syrop cukrowy
Suchy granulowany cukier
Syrop glukozowo-fruktozowy (HFCS)
Substytuty pyłków”
http://forum.tfbees.net/

Oto kolejne wskazówki od Michaela Busha, który jest wzorem dla wielu „naturalnych”, ponieważ napisał poczytny w środowisku PN podręcznik „Pszczelarstwo Naturalne” oraz jeździ regularnie z wykładami, organizuje warsztaty w swoim gospodarstwie, gdzie zjeżdżają się grupy nowych naśladowców.

„Najlepiej nigdy ich nie karmić i pozwolić im zbierać własne zapasy. Ale jeżeli sezon jest słaby, a tak się zdarza w większości miejsc, wtedy musisz karmić. Najlepszym czasem na to jest okres, w którym zorientujesz się, że pszczoły potrzebują karmienia do przetrwania zimy. Powiedziałbym, że sierpień i wrzesień. Październik też jest dobry, ale nawet, jeżeli nie zakarmiłeś dobrze przed grudniem, to lepiej zakarm, niż zostaw pszczoły na głodzie.
Osobiście nie karmię, jeśli istnieje wziątek nektaru. Karmię wiosną, jeżeli są słabe, jeżeli nie będą w stanie wychować tylu pszczół bez wspomagania, ile jest to wystarczające. Karmię też jesienią, jeżeli są słabe. Zawsze jednak staram się upewnić, że nie biorę za dużo miodu. Nieraz są takie słabe sezony, że pszczoły będą na skraju upadku, jeśli nie będę ich karmił. Muszę też czasem karmić podczas wychowu matek, aby zmusić je do zrobienia mateczników i aby matki wyleciały, i unasieniły się.
Pyłek zwykle podaję przed pierwszym dostępnym pyłkiem na wiosnę. Tutaj (Nehawka, Nebraska) będzie to około połowy lutego. Zwykle jest to dla mnie korzystne, aby dawać młodym rodzinom pyłek, aby miały na wychowanie czerwiu jeszcze przed zakwitnięciem klonów. Nie mam tego szczęścia, aby pszczoły mogły pobrać sobie wystarczająco dużo pyłku, wtedy kiedy jest dostępny w takich ilościach, aby przetrwały zimę.

Tak więc, chociaż staram się unikać karmienia, często to robię.
Moim zdaniem nie ma nic złego w karmieniu, jeśli masz ku temu dobry powód, ale moim planem jest, aby tego uniknąć i zostawić pszczoły na tyle ile mogę aby żywiły się same.”

http://www.bushfarms.com/beesfeeding.htm

Dlaczego podaję te przykłady? Ano dlatego, że sami często we własnym gronie powołujemy się na ich zasady i ich praktykę. Stawiamy ich jako wzór i autorytet godny naśladowania. Mam wrażenie jednak, że czasami będąc zbyt radykalni, wpadamy we własne sidła. Podając ich za przykład sami nie robimy jeszcze tego, co byśmy chcieli. Sami nie hodujemy jeszcze pszczół tak, jak nam się marzy. Jednocześnie zdarza się, że niemerytorycznie, emocjonalnie i krytycznie oceniamy działanie innych, nie starając się poznać ich subiektywnie dobrych powodów do podjęcia pewnych działań. Bywa, że niemerytoryczne argumenty, jakie rzucamy, nie pochodzą z dziedziny np. pszczelnictwa czy biologii pszczół, ale odpływają w takie rejony jak: antromorfizacja pszczół, produkcja wyskoprocentowego alkoholu metodą domową itd. Przy tym w krytyce odstępstw od radykalnych ideologicznych zasad PN i TF łamiemy zasadę niesprzeczności logicznej.

Karmimy i rozmawiamy o substytutach nektaru z buraków i zbóż, a nie chcemy widzieć rozmowy o substytutach pyłku. Prowadzimy rozmowy o specjalnej węzie do zmniejszania pszczół, o plastikowej węzie, o substytucie plastra pszczelego czyli plastikowym plastrze, o rodzinach dwumatecznych, o intensywnym przewożeniu pasieki np. na pożytek, o kratach odgrodowych, o przegonkach, o intensywnym manipulowaniu dzieleniem i namnażaniem rodzin, o tworzeniu mikro-ulików z mikro-odkładów weselnych, o hodowli matek, o zabiegach maksymalizujących produkcję miodu z miodni, o zabieraniu pszczołom miodu aby w zamian podać substytut, o zabieraniu pszczołom pyłku przez wymyślne technologiczne nowoczesne pułapki, o wymianie matek, o usuwaniu trutowych matek, o wysyłaniu matek w ciasnych klateczkach, o trzymaniu pszczół w ulu domowym w zimę w ciepłym mieszkaniu w gnieździe o szerokości jednej ramki itd.

Co do sprawy samych Wielebnych. Salomon Parker stosuje węzę, dopuszcza, jeśli trzeba, kratę odgrodową i substytuty nektaru czy pyłku. Wszyscy stosują walk-away split, a masowo i intensywnie robiła to Dee Lusby łącznie z poddawaniem matek „zimą” (a raczej wtedy, kiedy w Arizonie występuje coś na kształt „zimy” pszczelarskiej), manipulując przy okazji selekcją pszczół.1 Michael Bush karmi substytutem nektaru i pyłkiem, a czasami, jak musi, też substytutem pyłku.2 Robi to w celu wzmocnienia rozwoju słabych rodzin na wiosnę i wymuszenia produkcji dobrych mateczników w hodowli matek, które sprzedaje. Nikt z nich nie stosuje dzikiej zabudowy, jak w systemie PN, jakim są Warre, kószki, ule słoneczne, barcie i kłody. Stosują ule ramowe. Choć co prawda trzeba przyznać, że i tak muszą, bo prawo federalne USA to nakazuje. Nie pozwalają na rojenie się pszczół. Wyznawcy najwielebniejszej z Wielebnych ze strony Resistant Bees dopuszczają do użycia i sprzedają plastikowe plastry i węzę w celu wymuszania zmniejszania pszczół. Nie polecają naturalnych plastrów na początek. Nikt z Wielebnych nie jest więc nawet blisko radykalnego pszczelarstwa „naturalnego”.

Panie i Panowie, proszę nie starajmy się więc być wielebniejsi od samych Wielebnych. Przynajmniej w wąskim gronie tych, którzy wciąż próbują, lecz nie odnieśli jeszcze sukcesu w ich naśladowaniu.

Jakub Jaroński

1Przykład elementu programu hodowlanego na pasiece Dee Lusby:

„A strain of honey bees (hereafter referred to as LUS) has been established from a breeding program in which virgin queens were introduced into broodless colonies (i.e., eggs and larvae did not exist in the colony) from November to March in southern Arizona. The purpose of the breeding program was to select for bees that would rear queens and drones at that time of year. Inclement weather and limited numbers of drones can occur during Arizona winters and prevent queens from successfully mating. Thus, introducing virgin queens at this time of year exerts pressure that could cause the frequency of thelytoky in the population to increase. The purpose of this study was to test for the existence of thelytoky in LUS and determine the frequency of this trait. In addition, observations of worker bees in queenless LUS colonies were made to compare their behavior with that reported to occur in Cape bees.”
https://resistantbees.com/blog/?page_id=1006

2Wypowiedzi Michaela Busha na temat karmienia substytutem pyłku z różnych for internetowych i jego autorskiej strony:

“If I have to buy pollen, I usually buy some pollen substitute or soy flour and mix it half and half. Straight substitute just isn’t nutritious enough, but straight pollen can get very expensive.”
http://www.beesource.com/forums/showthread.php?189529-How-to-make-a-pollen-patty

„I feed real pollen if I have enough. I have sometimes mixed it 50/50 with substitute or soybean flour when I’m desperate and don’t have enough. I never mix it at less than 50% real pollen.”
http://www.bushfarms.com/de_beeswinter.htm

„I agree that soy flour is not complete but the fat is actually, IMO, a good thing. Many amino acids are “fatty acids” and will be in the fat. I sometimes mix whole soy flour with real pollen for substitute. I don’t feed it straight.”
https://beemaster.com/forum/index.php?topic=35824.0

The post Felieton: Wielebniejsi od Wielebnych first appeared on Wolne Pszczoły.

]]>